Coż... przeżyłam. Tyle zmieniło się od mojego dołączenia do watahy, a ja dalej żyję.
Siedziałam sobie w ciepłej jaskini (na szczęście byłam tu sama) i nie
zamierzałam się stąd ruszać. W przeciwieństwie do Hermesa, który co
chwila wylatywał do Dektyt i jej młodych. Usłyszałam, że ktoś wchodzi do
jaskini.
- Zdecyduj się wreszcie! - warknęłam nie patrząc kto wszedł. Jednak to nie był Hermes.
- Właśnie zdecydowałem się tu przyjść i pogadać.
To był Keazan. Niemalże ucieszyłam się na jego widok.
- Keazan! Jak miło, że wpadłeś.
<Keazan?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ti-enne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ti-enne. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 7 grudnia 2015
sobota, 8 sierpnia 2015
Od Ti-enne
Szłam sobie spacerkiem po terenach watahy. Przechodziłam właśnie obok
jaskini alf, gdy usłyszałam histeryczny śmiech. Wbiegłam do środka.
- Czy coś się stało? - zapytałam niepewnie. Odpowiedziały mi trzy spojrzenia.
- Można tak powiedzieć - odparł Soul. Milczałam. Panował ten rodzaj ciszy, który dzwoni w uszach. Patrzyłam na każdego wilka z niepokojem. W końcu odezwała się Gabrielle:
-...
<Gabi? Co się tu dzieje? Nie było mnie może z dwa tygodnie, a tu wyprowadzka?>
- Czy coś się stało? - zapytałam niepewnie. Odpowiedziały mi trzy spojrzenia.
- Można tak powiedzieć - odparł Soul. Milczałam. Panował ten rodzaj ciszy, który dzwoni w uszach. Patrzyłam na każdego wilka z niepokojem. W końcu odezwała się Gabrielle:
-...
<Gabi? Co się tu dzieje? Nie było mnie może z dwa tygodnie, a tu wyprowadzka?>
wtorek, 21 lipca 2015
Od Ti, cd. Gabrielle,Netir
- Keazan - odpowiedziałam Alfie. Gabrielle spojrzała na mnie i
przekrzywioną łeb, ale nic nie powiedziała. Nagle usłyszałyśmy odgłosy
szamotaniny. Łania poruszyła się lękliwie.
- Co się tam dzieje?- Spytała Gabi.
- Sprawdzę - zaoferowałam. Weszłam do szpitala. Na korytarzu siedziała Netir z szokiem wymalowanym na pysku. Położyłam jej łapę na ramieniu. Odwróciła się. Patrzyła na mnie niewidzących wzrokiem.
- Będzie miał operację - odpowiedziała na niezadane pytanie. Nie odpowiedziałam. Wadera była zbyt smutna by cokolwiek do niej dotarło. Przez korytarz przebiegła Ann.
- Co...? - zaczęła Netir, ale Anabeth jej przerwała:
- Spokojnie! Czekamy aż narkoza zacznie działać!
Była chyba trochę zła, że zawracały jej głowę... Netir oparła się o ścianę...
- Co się tam dzieje?- Spytała Gabi.
- Sprawdzę - zaoferowałam. Weszłam do szpitala. Na korytarzu siedziała Netir z szokiem wymalowanym na pysku. Położyłam jej łapę na ramieniu. Odwróciła się. Patrzyła na mnie niewidzących wzrokiem.
- Będzie miał operację - odpowiedziała na niezadane pytanie. Nie odpowiedziałam. Wadera była zbyt smutna by cokolwiek do niej dotarło. Przez korytarz przebiegła Ann.
- Co...? - zaczęła Netir, ale Anabeth jej przerwała:
- Spokojnie! Czekamy aż narkoza zacznie działać!
Była chyba trochę zła, że zawracały jej głowę... Netir oparła się o ścianę...
<Netir? Gab? Ann? Ktoś jeszcze?>
Od Ti, cd. Keazan
Basior wyglądał jakby nie pamiętał opowiedzianej sytuacji. Już po chwili myślenia (widocznie i to go wyczerpywało) jego łeb osunął się na futro. Chyba zemdlał.
- Netir pilnuj go ja zawołam Ann!
Pobiegłam na korytarz i od razu wpadłam na Anabeth. Powiedziałam jej ci się stało i pielęgniarka pędem wbiegła na salę. Zostałam na zewnątrz i czekałam na Netir. Ta jednak nie wychodziła, więc po paru minutach wyszłam z jaskini szpitalnej. Uszłam parę kroków gdy usłyszałam, że ktoś mnie woła...
<Keazan? Netir? Ktoś chce dołączyć???>
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Ti-enne, cd. Netir
- Znam świetne miejsce. Przy okazji mogłybyśmy tam zapolować i coś zjeść - Uśmiechnęłam się. Netir zastanowiła się chwilę.
- No dobra. Możemy iść.
Sprawdziła jeszcze czy pisklaki nie wypadną z klatki, troskliwie pogłaskała Dektyt i wyszła za mną z jaskini. Wędrowałyśmy Księżycowym Lasem, aż dotarłyśmy nad Kacze Jezioro. Było tu mnóstwo trawy i innej zieleni, a dzięki obecności dużej ilości wody udało się jej nie wyschnąć podczas upałów.
Netir od razu wzięła się do pracy i wykopywała wielką paproć. Ja z kolei zakradłam się nad wodę. Po chwili wróciłam z dwoma kaczkami. (Te ptaki są głupsze od kur... Jak tylko złapałam jedną to reszta zamiast uciekać rzuciła się na mnie)
Netir już zabierała się za drugą paprotkę, więc odłożyłam mięso i zaczęłam wykopywać mały tamaryszek. Po paru godzinach miałyśmy: trzy paprocie, tamaryszka, małą sosnę, brzozę i jodłę oraz sporo mchu. Jakoś zdołałyśmy dociągnąć to wszystko do jaskini Netir. Wilczyca rozplanowywała położenie roślin, a ja przeszłam się po grunt. Kiedy praca była skończona Netir nagle się poderwała i podbiegła do kalendarza.
- Prawie zapomniałam! Przecież dzisiaj spotkanie Windy Feathers! - wykrzyknęła.
Bez zbędnego zamieszania pobiegłyśmy nas Szumiące Wodospady...
<Netir?>
- No dobra. Możemy iść.
Sprawdziła jeszcze czy pisklaki nie wypadną z klatki, troskliwie pogłaskała Dektyt i wyszła za mną z jaskini. Wędrowałyśmy Księżycowym Lasem, aż dotarłyśmy nad Kacze Jezioro. Było tu mnóstwo trawy i innej zieleni, a dzięki obecności dużej ilości wody udało się jej nie wyschnąć podczas upałów.
Netir od razu wzięła się do pracy i wykopywała wielką paproć. Ja z kolei zakradłam się nad wodę. Po chwili wróciłam z dwoma kaczkami. (Te ptaki są głupsze od kur... Jak tylko złapałam jedną to reszta zamiast uciekać rzuciła się na mnie)
Netir już zabierała się za drugą paprotkę, więc odłożyłam mięso i zaczęłam wykopywać mały tamaryszek. Po paru godzinach miałyśmy: trzy paprocie, tamaryszka, małą sosnę, brzozę i jodłę oraz sporo mchu. Jakoś zdołałyśmy dociągnąć to wszystko do jaskini Netir. Wilczyca rozplanowywała położenie roślin, a ja przeszłam się po grunt. Kiedy praca była skończona Netir nagle się poderwała i podbiegła do kalendarza.
- Prawie zapomniałam! Przecież dzisiaj spotkanie Windy Feathers! - wykrzyknęła.
Bez zbędnego zamieszania pobiegłyśmy nas Szumiące Wodospady...
<Netir?>
Od Ti-enne, cd. Keazan
- Możesz wejść - powiedziała Asuna. Powoli weszłam na salę, gdzie leżał Keazan.
- Hej - powiedziałam. Basior kiwał łbem. - przechodziłam obok i dowiedziałam się, że tu jesteś...
Zamilkłam. Po ostatnim spotkaniu nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć.
- Co ci się stało? - wydusiłam wreszcie.
<Keazan?>
- Hej - powiedziałam. Basior kiwał łbem. - przechodziłam obok i dowiedziałam się, że tu jesteś...
Zamilkłam. Po ostatnim spotkaniu nie wiedziałam co mogłabym powiedzieć.
- Co ci się stało? - wydusiłam wreszcie.
<Keazan?>
niedziela, 19 lipca 2015
Od Ti-enne, cd. Netir
Netir spojrzała na mnie z wdzięcznością i powlekła się do legowiska. Nie
minęło pięć minut, a wadera zasnęła. Uśmiechnęłam się do siebie.
- Hermes? Pilnuj piskląt i Dektyt. Ja pójdę do tych bobrów. Dobrze, że zapisała kogo mam szukać.
Sokół machnął łebkiem na znak zgody. Wybiegłam z jaskini i skierowałam się w stronę małej rzeki na północ. Zajęło mi to trochę, ale w końcu dotarłam tam i czekałam. Po chwili z wody wynurzył się bóbr. Popatrzył na mnie z zamiarem wygryzienia mi oczu. (Tak to odebrałam)
- Szukam Złotego Siekacza - powiedziałam do niego. To imię zapisała Netir na pergaminie. Bóbr zniknął na chwilę i pojawił się inny.
- Jestem Złoty Siekacz - powiedział po bobrzemu (jak dobrze, że babcia uczyła mnie języków)
- Jestem Ti-enne. Przysyła mnie Netir - bóbr wyraźnie się rozluźnił.
- Czego potrzebuje, Netir?
Podałam bobrowi wymiary kłód.
- Aha. No to będą gotowe po jutrze.
- Dziękuję Złoty Siekaczu - ukłoniłam się i pobiegłam z powrotem do jaskini Netir. Hermesa nie było. Dektyt uspokajała pisklaki, a wilczyca spała jak kamień.
Spojrzałam na listę zadań.
"Zamówić drewno
Przenieść je do domu
Pociąć na deski (polowanie na rybę piłę lub pomoc od smoka)
..."
Widocznie miało być coś jeszcze. No na razie wszystko co mogłam zrobić to zrobiłam...
Hermes wleciał do jaskini, a w dziobie niósł rybę. Podał ją Dektyt, która zjadła kawałek i napluła nim do dziobać jednemu z piskląt. Gdy odrywała następny kawałek, Hermes poleciał po następną rybę. Siedziałam i patrzyłam na sokolą rodzinkę, gdy Netir się obudziła.
<to co teraz szefowo?>
- Hermes? Pilnuj piskląt i Dektyt. Ja pójdę do tych bobrów. Dobrze, że zapisała kogo mam szukać.
Sokół machnął łebkiem na znak zgody. Wybiegłam z jaskini i skierowałam się w stronę małej rzeki na północ. Zajęło mi to trochę, ale w końcu dotarłam tam i czekałam. Po chwili z wody wynurzył się bóbr. Popatrzył na mnie z zamiarem wygryzienia mi oczu. (Tak to odebrałam)
- Szukam Złotego Siekacza - powiedziałam do niego. To imię zapisała Netir na pergaminie. Bóbr zniknął na chwilę i pojawił się inny.
- Jestem Złoty Siekacz - powiedział po bobrzemu (jak dobrze, że babcia uczyła mnie języków)
- Jestem Ti-enne. Przysyła mnie Netir - bóbr wyraźnie się rozluźnił.
- Czego potrzebuje, Netir?
Podałam bobrowi wymiary kłód.
- Aha. No to będą gotowe po jutrze.
- Dziękuję Złoty Siekaczu - ukłoniłam się i pobiegłam z powrotem do jaskini Netir. Hermesa nie było. Dektyt uspokajała pisklaki, a wilczyca spała jak kamień.
Spojrzałam na listę zadań.
"Zamówić drewno
Przenieść je do domu
Pociąć na deski (polowanie na rybę piłę lub pomoc od smoka)
..."
Widocznie miało być coś jeszcze. No na razie wszystko co mogłam zrobić to zrobiłam...
Hermes wleciał do jaskini, a w dziobie niósł rybę. Podał ją Dektyt, która zjadła kawałek i napluła nim do dziobać jednemu z piskląt. Gdy odrywała następny kawałek, Hermes poleciał po następną rybę. Siedziałam i patrzyłam na sokolą rodzinkę, gdy Netir się obudziła.
<to co teraz szefowo?>
Od Ti-enne, cd. Netir
- Mówiłaś, że Dektyt zaszła w "ciąże" zanim ją poznałaś, więc jest to prawdopodobne... Prawda?
Netir patrzyła na mnie, ale nie wiem czy dotarło do niej to ci powiedziałam. Chyba powinna odpocząć albo coś...
- Będę mogła ci w czymś pomóc? - spytałam z nadzieją.
- Och tak. To na pewno.
- To co mogę zrobić?
Wilczyca zastanowiła się:
<Netir?>
Netir patrzyła na mnie, ale nie wiem czy dotarło do niej to ci powiedziałam. Chyba powinna odpocząć albo coś...
- Będę mogła ci w czymś pomóc? - spytałam z nadzieją.
- Och tak. To na pewno.
- To co mogę zrobić?
Wilczyca zastanowiła się:
<Netir?>
Od Ti-enne
Kolejny samotny poranek... No, dobra żartuję- czuję się duuuużo lepiej
niż na początku. Jeszcze parę dni i może mi przejdzie. Jestem
psychopatką... Cały czas myślę o Aaronie. Przestań! - mówię do siebie.
Nagle do jaskini wleciał Hermes. Już od paru dni zachowuje się dziwnie. Teraz usiadł obok mnie i zaczął ciągnąć mnie za łapę.
- To boli ignorancie! - warknęłam. Ptak zaskrzeczał. Po chwili podleciał do góry i znowu skrzeknął. Poszłam za nim. Chyba o to mu chodziło bo szybko poleciał do przodu, tak że musiałam biec by go dogonić. Biegliśmy krótko- jakieś 12 minut i dotarliśmy do jaskini Netir.
- O co ci chodzi? - spytałam sokoła, ale weszłam za nim do jaskini. Siedziała tam Netir i pisała coś na kartce, a obok niej była klatka z czwórką małych popiskujących sokolątek...
- Ojjiii! - pisnęłam z zachwytu nad tymi słodkimi maluchami - cześć Netir!
Wadera odwróciła się.
- O, cześć Ti. Ci cię tu sprowadza?
- Hermes... Znaczy przyprowadził mnie tu.
Uśmiechnęłam się, a mój sokół zrobił coś czego się nie spodziewałam- podfrunął do Dektyt, która siedziała obok piskląt i jakby ją "przytulił". Spojrzałam na niego i nie wiedziałam ci powiedzieć. Wyręczyła mnie z tego Netir, która rzekła:
-...
<Netir?>
Nagle do jaskini wleciał Hermes. Już od paru dni zachowuje się dziwnie. Teraz usiadł obok mnie i zaczął ciągnąć mnie za łapę.
- To boli ignorancie! - warknęłam. Ptak zaskrzeczał. Po chwili podleciał do góry i znowu skrzeknął. Poszłam za nim. Chyba o to mu chodziło bo szybko poleciał do przodu, tak że musiałam biec by go dogonić. Biegliśmy krótko- jakieś 12 minut i dotarliśmy do jaskini Netir.
- O co ci chodzi? - spytałam sokoła, ale weszłam za nim do jaskini. Siedziała tam Netir i pisała coś na kartce, a obok niej była klatka z czwórką małych popiskujących sokolątek...
- Ojjiii! - pisnęłam z zachwytu nad tymi słodkimi maluchami - cześć Netir!
Wadera odwróciła się.
- O, cześć Ti. Ci cię tu sprowadza?
- Hermes... Znaczy przyprowadził mnie tu.
Uśmiechnęłam się, a mój sokół zrobił coś czego się nie spodziewałam- podfrunął do Dektyt, która siedziała obok piskląt i jakby ją "przytulił". Spojrzałam na niego i nie wiedziałam ci powiedzieć. Wyręczyła mnie z tego Netir, która rzekła:
-...
<Netir?>
niedziela, 12 lipca 2015
Od Ti-enne cd Keazan
-O co ci chodzi? - spytałam nagłą zmianą zachowania u basiora. Keazan wyszczerzył zęby.
-Och, o nic - powiedział sarkastycznie. Znieruchimiałam. Już całkowicie się pogubiłam. Najpierw coś burczy i nawet nie umie się przywitać, a teraz? Nigdy nie ogarnę basiorów. I wtedy znowu przypomniał mi się Aaron... Odszedł. Tego też nie rozumiem. I wstyd przyznać zaczęłam płakać.
<Keazan?>
-Och, o nic - powiedział sarkastycznie. Znieruchimiałam. Już całkowicie się pogubiłam. Najpierw coś burczy i nawet nie umie się przywitać, a teraz? Nigdy nie ogarnę basiorów. I wtedy znowu przypomniał mi się Aaron... Odszedł. Tego też nie rozumiem. I wstyd przyznać zaczęłam płakać.
<Keazan?>
czwartek, 9 lipca 2015
Od Ti-enne, cd. Keazan
-No, co? - zapytałam basiora - nie wiesz jak się tu witamy? Nie jesteś tu nowy.
-Nie będzie mnie pouczała taka wadera jak ty.
Nie spodobał mi się jego oschły ton, ale nic nie powiedziałam. Basior patrzył na swoje łapy cały czas leżące na ziemi. "Ti-enne bądź miła" powiedział mi mój wewnętrzny głos.
-No cóż... Może i racja - powiedziałam o wiele spokojniej. Basior patrzył na mnie długo. Ale nie odzywał się.
<Keazan?>
-Nie będzie mnie pouczała taka wadera jak ty.
Nie spodobał mi się jego oschły ton, ale nic nie powiedziałam. Basior patrzył na swoje łapy cały czas leżące na ziemi. "Ti-enne bądź miła" powiedział mi mój wewnętrzny głos.
-No cóż... Może i racja - powiedziałam o wiele spokojniej. Basior patrzył na mnie długo. Ale nie odzywał się.
<Keazan?>
Od Ti-enne
Obudziłam się w pustej jaskini. Westchnęłam ciężko. Od kiedy nie było
Aarona, czułam się nieswojo. "Nie myśl o nim" - powiedziałam do swojego
odbicia w wodzie. Wyszłam powoli korytarzem. Moje łapy same powędrowały
nad Szmaragdowe Jezioro. Usiadłam tam i ochłodziłam się wskakując do
zimnej jeszcze o tej porze dnia wody. Było tu cicho i spokojnie. No cóż…
jest szósta rano. "A gdyby tak zanurzyć się już na zawsze?". Nie, chyba
nie. Westchnęłam. Widocznie samotność była mi pisana. Zaśmiałam się
cierpko. A byłam taka szczęśliwa…
Nie wytrzymam. Jaka ja jestem głupia i naiwna. I pewnie mówiłabym sobie jeszcze jaka jestem niedorozwinięta, ale przerwał mi głos którego nie znałam.
<Ktoś kogo nie znam?>
Nie wytrzymam. Jaka ja jestem głupia i naiwna. I pewnie mówiłabym sobie jeszcze jaka jestem niedorozwinięta, ale przerwał mi głos którego nie znałam.
<Ktoś kogo nie znam?>
środa, 3 czerwca 2015
Od Ti-enne, cd. Netir
- Cześć, Netir! Co robisz? - spytałam widząc białą waderę.
- Buduję boks dla konia - odparła wilczyca
- O, to może ci pomogę! - zawołałam. Netir spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Tak, proszę.
Zaczęłyśmy pracę. W sumie nie mogąc za bardzo pomóc, nosiłam gałęzie i kopałam dziurę. W trakcie przerwy zaczęłyśmy rozmawiać.
- Ładna klacz.
- Dzięki.
- Dektyt też jest super
- No i Hermes... Ładnie poluje
- Dzięki... Aaa no tak już wiem po co przyszłam! Chciałam zapisać się do twojego klubu!
<Netir?>
- Buduję boks dla konia - odparła wilczyca
- O, to może ci pomogę! - zawołałam. Netir spojrzała na mnie i uśmiechnęła się.
- Tak, proszę.
Zaczęłyśmy pracę. W sumie nie mogąc za bardzo pomóc, nosiłam gałęzie i kopałam dziurę. W trakcie przerwy zaczęłyśmy rozmawiać.
- Ładna klacz.
- Dzięki.
- Dektyt też jest super
- No i Hermes... Ładnie poluje
- Dzięki... Aaa no tak już wiem po co przyszłam! Chciałam zapisać się do twojego klubu!
<Netir?>
wtorek, 2 czerwca 2015
Od Ti-enne
Od pewnego czasu całymi dniami przesiadywałam nad Kaczym Jeziorem. Była
ona moją świątynią samotności. Aaron latał gdzieś z innymi wilkami,
pragnąc je lepiej poznać, a wracał dopiero wieczorem do jaskini. Nie
byłam na niego zła, ani obrażona, ale czasami czułam się samotna. Wtem
zobaczyłam jakąś parę niosąca łódkę. Przestraszyłam się i uciekłam w
krzaki. Wtedy usłyszałam skowyt z gardła dziewczyny. "To ja Selene!"
Powiedziała. Nie wiedziałam co chce ona zrobić i zaczęłam się wycofywać.
- Zostań Ti - nakazała mi Selene.
Zostałam więc. Po kilku godzinach zmudnego patrzenia na ludzką parę, zaczęłam obserwować słońce. Było już późno i przybrało ono czerwoną barwę. Spojrzałam ponownie na jezioro. Chłopak i wiczyca w łódce… WILCZYCA?! Zobaczyłam ja Selene zagryza młodego człowieka i wrzuca go do wody. Po chwili podeszła do mnie.
- C-co ty zrobiłaś?
- To był młody myśliwy polujący na wilki. Zasłużył na to - powiedziała.
<Selene?>
- Zostań Ti - nakazała mi Selene.
Zostałam więc. Po kilku godzinach zmudnego patrzenia na ludzką parę, zaczęłam obserwować słońce. Było już późno i przybrało ono czerwoną barwę. Spojrzałam ponownie na jezioro. Chłopak i wiczyca w łódce… WILCZYCA?! Zobaczyłam ja Selene zagryza młodego człowieka i wrzuca go do wody. Po chwili podeszła do mnie.
- C-co ty zrobiłaś?
- To był młody myśliwy polujący na wilki. Zasłużył na to - powiedziała.
<Selene?>
poniedziałek, 1 czerwca 2015
Od Ti-enne-święto
"Droga Ra-enne!
Jak wiesz dziś
jest ostatni dzień wiosny. Pamiętasz nasze obchody tego święta? Otóż
były one zupełnie inne niż te, które przeżyłam dzisiaj…"
A było to tak:
- Ti!? Słyszałaś coś o zebraniu?
- nie. Ar nie widzisz, ze jestem zajęta?
- Ti. Zebranie. Święto. 30. Maja. Czy ty nic nie pamiętasz?
- coo? Dzisiaj jest święto pożegnania wiosny??? Czemu mi nic nie mówisz?
- no właśnie mowię… zresztą nie ważne… chodź idziemy.
Basior poprowadził mnie na miejsce, gdzie było ogromne ognisko i już spora grupa wilków...
<Aaron?>
czwartek, 28 maja 2015
Od Ti-enne, cd. Ichi
Aaron odrzucił od siebie wilka. W sumie Ichi wyglądał przy nim jak szczeniak...
- Ti? Co ty robisz z tym… - nie dokończył, bo zatkałam mu pysk łapą.
- jest nowy - powiedziałam - nawet jeśli trochę zwariowany, to jest w naszej watasze, co oznacza, że chociaż przez chwileczkę warto być dla niego miłym… ale jeśli chcesz mnie gdzieś stąd zabrać to będę wdzięczna.
W tym czasie zniknął Boris, a Ichi zaczął tarzać się z radości w trawie. Spojrzałam na Ara i czekałam czy się odezwie.
<Ar? lub Icheł?>
No muszę was zmartwić-wataha jest jak rodzina :) A wy chyba nie jesteście nie mili dla rodziny, nie?
środa, 27 maja 2015
Od Ti-enne; nowy teren
Wstałam sobie późnym rankiem i od razu zamknęłam oczy. Nie ma takiej siły, która wyciągnie mnie dziś z jaskini…
Poleżałam jeszcze może z pół godziny, kiedy okazało się, że jednak jest.
Było to natarczywe burczenie w brzuchu, który domagał się posiłku.- Siedź cicho - mruknęłam - przecierz śpię.
Na to mój pusty żołądek zareagował potężnym burknięciem.
- No dobra, wstaję!
Podniosłam się na cztery łapy i poszłam do mojego prywatnego jeziorka, żeby się umyć. Kiedy wyszłam z jaskini, miałam nadzieję na upolowanie czegoś dużego, ale przeliczyłam się. Jedyne co udało mi się złapać to mała wiewiórka…
Nagle i niespodziewanie, wpadłam do jakieś dziury, którą toczyłam się przez kilka sekund. W końcu wypadłam z tunelu i moim oczom ukazał się cudowny widok:
Najpiękniejsze było w nim to… że pływały po nim dzikie kaczki!!!
Upolowalam dwie i zjadłam od razu. Mój brzuch przestał strajkować, a ja
upolowałam jeszcze trzy ptaki i wróciłam do watahy, by oddać zdobycz
Gabrielle oraz pochwalić się znalezionym miejscem.
<Gabi?>
wtorek, 26 maja 2015
Od Ti-enne, cd. Ichi
- No prooooooooooooszę... Ja tak lubię pomagać
- Nie - powiedziałam kategorycznie - wiesz, chyba sobie poradzę
- Zawsze do usług - zaśmiał się Ichi. Spojrzałam na niego jak na wariata. No, tak...
- Może pomóc w czymś jeszcze, Ti-enneuś? - spytał robiąc słodkie oczy. "zaraz mu coś zrobię" pomyślałam
- Nie dzięki.
- A może jednak?
- Nie.
- A teraz?
- NIE!
Wtedy usłyszałam znajome głosy. Byli to Boris oraz Aaron. "No nareszcie ktoś mnie uratuje!"
<Icheł? Ar? Boris?>
- Nie - powiedziałam kategorycznie - wiesz, chyba sobie poradzę
- Zawsze do usług - zaśmiał się Ichi. Spojrzałam na niego jak na wariata. No, tak...
- Może pomóc w czymś jeszcze, Ti-enneuś? - spytał robiąc słodkie oczy. "zaraz mu coś zrobię" pomyślałam
- Nie dzięki.
- A może jednak?
- Nie.
- A teraz?
- NIE!
Wtedy usłyszałam znajome głosy. Byli to Boris oraz Aaron. "No nareszcie ktoś mnie uratuje!"
<Icheł? Ar? Boris?>
sobota, 23 maja 2015
Od Ti-enne, cd Ichi
- Naprawdę? To listy jeszcze się pisze? - spytał ze śmiechem
- Tak
- A do kogo?
- Do babci...
- Ja bym nie pisał o niczym innym niż o pogodzie - wtrącił
- A niby czemu?
<Ichiuś?>
- Tak
- A do kogo?
- Do babci...
- Ja bym nie pisał o niczym innym niż o pogodzie - wtrącił
- A niby czemu?
<Ichiuś?>
Od Ti-enne
Już od kilku tygodni nie pisałam do babci. Czas się za to wziąć.
Wyciągnęłam z pod posłania pustą książkę i wyrwałam kremową kartkę.
"Droga Ra-enne!" Zaczęłam. Nigdy nie nazywałam jej babcią, zawsze ją to denerwowało. Ale o czym mogłabym jej napisać… ostatni mój list zawierał informację o chorobie drzew w południowym lesie. A teraz? Jest tyle spraw... Wataha, Aaron, wilki bez odkrytych mocy...
"Co mam zrobić?" Pomyślałam. Może... opiszę wszystko po kolei? Nie. To byłoby… odkrycie siebie i swojej duszy, a druidka musi być tajemnicza. Od tego całego myślenia rozbolała mnie głowa. Wyszłam z jaskini by się przewietrzyć. Kto mógłby mi pomóc? Myślałam. I w tym momencie, wpadłam na jakiegoś wilka.
- oj przepraszam - powiedziałam
- …
<ktoś?>
"Droga Ra-enne!" Zaczęłam. Nigdy nie nazywałam jej babcią, zawsze ją to denerwowało. Ale o czym mogłabym jej napisać… ostatni mój list zawierał informację o chorobie drzew w południowym lesie. A teraz? Jest tyle spraw... Wataha, Aaron, wilki bez odkrytych mocy...
"Co mam zrobić?" Pomyślałam. Może... opiszę wszystko po kolei? Nie. To byłoby… odkrycie siebie i swojej duszy, a druidka musi być tajemnicza. Od tego całego myślenia rozbolała mnie głowa. Wyszłam z jaskini by się przewietrzyć. Kto mógłby mi pomóc? Myślałam. I w tym momencie, wpadłam na jakiegoś wilka.
- oj przepraszam - powiedziałam
- …
<ktoś?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)