Wigilia. Czas radości i spokoju...
Ta, a ja znowu będę musiał siedzieć w domu i kontemplować nad tym, co mam zrobić na prezent. Co ja mam podarować waderze? Anabeth... Co ona może takiego szczególnego lubić? Wolałbym wylosować Netir, z upominkiem dla niej byłoby łatwiej, dać jej coś dla ptaków i tyle.
Westchnąłem ciężko. Co ja o niej wiem? Jest w watasze już dosyć długo, bo, praktycznie, od samego początku. Pamiętam, że Gabrielle kiedyś wspominała o ich odkryciach na terenie Jeziora Szmaragdowego.
Może dam jej coś, co przypomni jej dawne czasy? Chciałbym zrobić jakiś wisiorek ze szmaragdów, ale skąd ja je mam wziąć? Po chwili namysłu, ruszyłem do jaskini Alf. Było okropnie zimno, a oddech zmieniał się w chmurkę pary. Droga nie była specjalnie długa, bo mieszkania wszystkich wilków znajdują się w jednej skale.
Nie zastałem Gabrielle, w jaskini siedział tylko Soul i Mystery. Oboje zwrócili na mnie swoje spojrzenia.
-Witaj, przepraszam, zę przeszkadzam.
-Co cię tu sprowadza, Keazan?
-Chciałem porozmawiać o czymś z Gabrielle, ale widzę, że jej tu nie ma.
-Wyszła na polowanie.
-Rozumiem-westchnąłem-wybacz, że zająłem ci cenny czas.
-Nie przeszkadza mi to. Może ja mógłbym pomóc? O co chodzi?-wydawał się szczerze zainteresowany, ale trochę się speszyłem.
-Zastanawiam się, jaki prezent podarować Anabeth-mruknąłem z niezadowleniem. Mystery parsknęła śmiechem.
-Poważna sprawa, nadająca się na poważną, męską rozmowę. Nie ma co, tato, zostawiam was samych. Idę do Netir. Powodzenia, Keazan.
-Dzięki-odparłem nachmurzony. Młoda wadera wyszła z jaskini, machając dumnie ogonem.
-Nie wiesz co zrobić dla Ann, nie?-kiwnąłem głową na potwierdzenie-Ann jest z nami dosyć długo.
-Tyle to i ja wiem. Chciałem zrobić dla niej coś, co będzie się kojarzyć z dawnymi terenami.
-Może coś ze szmaragdami?
-Też o tym myślałem. Ale skąd je mam wziąć?
-Gabrielle ma tego dużo na stanie. Czasem używam do eliksirów. Mogę ci trochę użyczyć, jeśli tego potrzebujesz.
-Nie zauważy?
-Nie, raczej nie-stwierdził, wręczając mi garść pięknych kamieni.
-Tsa-odparłem, przyjmując szmaragdy-w każdym razie, dziękuję Soul. Do zobaczenia.
Basior tylko kiwnął głową, a ja udałem się do swojej jaskini. Byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, więc czym prędzej usiadłem do roboty. Miałem w planach robić elegancki naszyjnik, a do Wigilii zostało mało czasu. Była to bardzo delikatna i czasochłonna czynność, ale udało mi się wykrzesać trochę cierpliwości. Podziwiałem swoje dzieło, ale uznałem, że najwyższy czas udać się na przyjęcie do Jaskini Siedmiu Wyć. Zapakowałem prezent i ruszyłem w drogę.
Przybyłem jako jeden z pierwszych. Na razie nikt nic nie jadł ani się jakoś specjalnie nie zabawiał, bo wszyscy czekaliśmy na Alfy i resztę watahy.
Anabeth weszła zaraz po Borisie. Nie marnowałem czasu na sentymenty. Podszedłem do niej i wręczyłem pakunek.
-Mam nadzieję, że przypomni ci stare czasy.
<Anabeth?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keazan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Keazan. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 grudnia 2015
poniedziałek, 21 grudnia 2015
Od Keazana, cd. Blusji
Szedłem za Blusji. Chciałem jej się odwdzięczyć za zimne, oszronione futro. Wydawało mi się, że właśnie ją dogoniłem, gdy usłyszałem trzaski i głuche powarkiwania. Przypadłem do ziemi, starając się robić jak najmniej hałasu mimo uszkodzonej łapy. Wyjrzałem zza ośnieżoych krzaków. Pewien rosły mężczyzna trzymał za kark Blusji, która szarpała się w jego mocnych rękach. Koło niego stał drugi mocny facet, uśmiechając się pogardliwie. Podszedł do wilczycy i zgarnął skórę z jej grzbietu, uważnie oglądając.
-Będzie z niej elegancki dywan dla jakiegoś zakręconego bogacza-zaśmiał się, targając Blusji, która zaczęła skomleć.
Stwierdziłem, że zobaczyłem dość. Ostrożnie wypełzłem spod zarośli, nadal trzymając się nisko podłoża.
-Muszę zawiadomić Gabrielle i Soul'a-mruknąłem do siebie, kiedy rechot kłusowników ucichł. Źle się czułem, zostawiając Blusji samą. Mimo wszystko, była z mojej watahy. Ale wiedziałem, że z chorą nogą wiele nie zdziałam, co najwyżej powarczeć i postroszyć sierść, a potem dać im możliwość do dostania grubej forsy w łapę.
Zacząłem biec, jeśli to w ogóle można było nazwać biegiem, w stronę głównej jaskini.
xXx
-Gabrielle!-wpadłem zdyszany. Cała wataha jadła teraz świeżo upolowaną łanię. Poczułem na sobie dwanaście par ciekawskich oczu. Tylko szczenięta ewidentnie mnie ignorowały, bawiąc się między sobą i wyrywając mięso ze swoich pysków.
-Keazan? Miałeś leżeć!-zawołała do mnie Anabeth. Parsknąłem i machnąłem na to łapą.
-Ann, daj mu coś powiedzieć-odezwał się Soul. Zwrócił swoje oczy na mnie-Keaz, o co chodzi?
Usiadłem koło niego, próbując złapać oddech. Opowiedziałem mu wszystko, a wraz z rozwinięciem mojej opowieści, wyraz jego pyska był coraz bardziej zaniepokojony.
-No i co my mamy z tym fantem zrobić?-mruknęła ponuro Gabrielle-wynieśliśmy się tutaj, bo unikaliśmy ludzi. A tu okazuje się, że na tych terenach też nie będziemy mieć spokoju.
-To chyba jasne, że musimy iść jej pomóc. Wybierzmy najsilniejsze wilki i pójdziemy ją odbić-odezwał się, dotąd milczący Boris.
<Blusji?>
-Będzie z niej elegancki dywan dla jakiegoś zakręconego bogacza-zaśmiał się, targając Blusji, która zaczęła skomleć.
Stwierdziłem, że zobaczyłem dość. Ostrożnie wypełzłem spod zarośli, nadal trzymając się nisko podłoża.
-Muszę zawiadomić Gabrielle i Soul'a-mruknąłem do siebie, kiedy rechot kłusowników ucichł. Źle się czułem, zostawiając Blusji samą. Mimo wszystko, była z mojej watahy. Ale wiedziałem, że z chorą nogą wiele nie zdziałam, co najwyżej powarczeć i postroszyć sierść, a potem dać im możliwość do dostania grubej forsy w łapę.
Zacząłem biec, jeśli to w ogóle można było nazwać biegiem, w stronę głównej jaskini.
xXx
-Gabrielle!-wpadłem zdyszany. Cała wataha jadła teraz świeżo upolowaną łanię. Poczułem na sobie dwanaście par ciekawskich oczu. Tylko szczenięta ewidentnie mnie ignorowały, bawiąc się między sobą i wyrywając mięso ze swoich pysków.
-Keazan? Miałeś leżeć!-zawołała do mnie Anabeth. Parsknąłem i machnąłem na to łapą.
-Ann, daj mu coś powiedzieć-odezwał się Soul. Zwrócił swoje oczy na mnie-Keaz, o co chodzi?
Usiadłem koło niego, próbując złapać oddech. Opowiedziałem mu wszystko, a wraz z rozwinięciem mojej opowieści, wyraz jego pyska był coraz bardziej zaniepokojony.
-No i co my mamy z tym fantem zrobić?-mruknęła ponuro Gabrielle-wynieśliśmy się tutaj, bo unikaliśmy ludzi. A tu okazuje się, że na tych terenach też nie będziemy mieć spokoju.
-To chyba jasne, że musimy iść jej pomóc. Wybierzmy najsilniejsze wilki i pójdziemy ją odbić-odezwał się, dotąd milczący Boris.
<Blusji?>
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Od Keazana, cd. Blusji
-Hej, ej, spokojnie kici mordko. Nawet jakbym chciał, to nie mógłbym być twoją matką. Wiesz, nie ta płeć-odrzekłem, podchodząc do wody.
-Nie nazywaj mnie tak.
-Wo, dlaczego? Bo poderżniesz mi gardło? A może znów mi czymś zagrozisz, tak, że zdechnę ze śmiechu?-burknąłem, patrząc na nią.
-Jak śmiesz!-rzuciła się na mnie, przygważdżając mnie do ziemi. Jej wyszczerzone, białe zęby tkwiły tuż przed moim nosem.
-Hej, ej, wiesz, że gdyby nie ta łapa, to bym cię sprał, za podskakiwanie do starszych, nie? Ale, niestety, Boża nieopatrzność uratowała twój tyłek. Niemniej jednak, nie dam się dwa razy złapać na to samo.
Podkurczyłem nogi, tak, że opierały się na brzuchu wadery. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale zanim zdążyła odskoczyć, wyprostowałem łapy. Blusji fiknęła koziołka i wylądowała w lodowatym strumieniu. Na szczęście dla niej ( i dla mnie) nie był rwący.
-Nie wiem jak ty, ale ja twierdzę, że jest za zimno na kąpiel-powiedziałem, i miałem zamiar odejść do swojej przytulnej, ciepłej jaskini.
<Blusji? Oh, moja droga Gabrielle, przecież ty mnie znasz i wiesz, że ja lubię bagna :3>
No, znam cię, niestety aż za dobrze.
-Nie nazywaj mnie tak.
-Wo, dlaczego? Bo poderżniesz mi gardło? A może znów mi czymś zagrozisz, tak, że zdechnę ze śmiechu?-burknąłem, patrząc na nią.
-Jak śmiesz!-rzuciła się na mnie, przygważdżając mnie do ziemi. Jej wyszczerzone, białe zęby tkwiły tuż przed moim nosem.
-Hej, ej, wiesz, że gdyby nie ta łapa, to bym cię sprał, za podskakiwanie do starszych, nie? Ale, niestety, Boża nieopatrzność uratowała twój tyłek. Niemniej jednak, nie dam się dwa razy złapać na to samo.
Podkurczyłem nogi, tak, że opierały się na brzuchu wadery. Spojrzała na mnie zdziwiona, ale zanim zdążyła odskoczyć, wyprostowałem łapy. Blusji fiknęła koziołka i wylądowała w lodowatym strumieniu. Na szczęście dla niej ( i dla mnie) nie był rwący.
-Nie wiem jak ty, ale ja twierdzę, że jest za zimno na kąpiel-powiedziałem, i miałem zamiar odejść do swojej przytulnej, ciepłej jaskini.
<Blusji? Oh, moja droga Gabrielle, przecież ty mnie znasz i wiesz, że ja lubię bagna :3>
No, znam cię, niestety aż za dobrze.
niedziela, 6 grudnia 2015
Od Keazana, cd. Blusji
-Też się cieszę, że cię widzę-odparłem z lekkim uśmiechem.
-Ja? Cieszyć się? Chyba śnisz!
-Nawet jeśli tak, to jest to piękny sen.
-Przestań się podlizywać!
-Ja? Podlizywać? Chyba śnisz!-zaśmiałem się.
-Zaczynasz mnie już poważnie irytować!
-Wyluzuj się, Blu, świat jest zbyt okrutny, żeby chodzić po nim jako spięta wadera. Czy nie lepiej śmiać się ze świata niż dokładać do niego cierpienia?-odparłem, kładąc się na grzbiecie.
-Nie filozofuj mi tutaj.
-Czasem trzeba.
Blusji westchnęła.
-Co ja zrobiłam, żeby przebywać na Ziemi z takimi jak ty?
-Prawdopodobnie nic. Może ja zostałem ci zesłany w jakimś konkretnym celu? Nawet od idiotów można się czegoś nauczyć.
<Blusji? :)>
-Ja? Cieszyć się? Chyba śnisz!
-Nawet jeśli tak, to jest to piękny sen.
-Przestań się podlizywać!
-Ja? Podlizywać? Chyba śnisz!-zaśmiałem się.
-Zaczynasz mnie już poważnie irytować!
-Wyluzuj się, Blu, świat jest zbyt okrutny, żeby chodzić po nim jako spięta wadera. Czy nie lepiej śmiać się ze świata niż dokładać do niego cierpienia?-odparłem, kładąc się na grzbiecie.
-Nie filozofuj mi tutaj.
-Czasem trzeba.
Blusji westchnęła.
-Co ja zrobiłam, żeby przebywać na Ziemi z takimi jak ty?
-Prawdopodobnie nic. Może ja zostałem ci zesłany w jakimś konkretnym celu? Nawet od idiotów można się czegoś nauczyć.
<Blusji? :)>
Od Keazana, cd. Blusji
-Chce ci się spać na tym śniegu i zamieci?- spytałem z lekkim uśmiechem, otrzepując futro z białego puchu. Blusji nadal leżała zwinięta, a jej sierść przypominała już choinkę. Nie odezwała się do mnie, ale jeszcze nie spała.
-No dobra, jak chcesz- wzruszyłem ramionami i kulejąc, wróciłem do jaskini. Usadowiłem swoje posłanie, jak najbliżej ognia i okryłem się grubym futrem, starając się nieco ogrzać.
Nagle usłyszałem szmer na zewnątrz. Podniosłem głowę, oglądając się za siebie. Na progu stała przemoczona Blusji, otrzepując sierść ze śniegu. Omijała mnie wzrokiem, położyła się na swoim posłaniu i odwróciła tyłem do mnie. Nie skomentowałem tego. Niech dziewczyna ma trochę spokoju ode mnie.
<Blusji?>
-No dobra, jak chcesz- wzruszyłem ramionami i kulejąc, wróciłem do jaskini. Usadowiłem swoje posłanie, jak najbliżej ognia i okryłem się grubym futrem, starając się nieco ogrzać.
Nagle usłyszałem szmer na zewnątrz. Podniosłem głowę, oglądając się za siebie. Na progu stała przemoczona Blusji, otrzepując sierść ze śniegu. Omijała mnie wzrokiem, położyła się na swoim posłaniu i odwróciła tyłem do mnie. Nie skomentowałem tego. Niech dziewczyna ma trochę spokoju ode mnie.
<Blusji?>
sobota, 5 grudnia 2015
Od Keazana, cd. Blusji
-Nie dziwię się, że mnie usłyszałaś-mruknąłem, szczerząc zęby do siebie. Blusji odwróciła się i lekko zmarszczyła brwi. Nadal miałem jedną łapę w łupkach.
-Nie powinneś leżeć?
-Powinnem, ale kto by się przejmował tym c każą ci inni?-stwierdziłem, siadając koło wadery-też nie możesz spać?
-Nie. Luna za bardzo hałasuje.
-Jaki pan, taki kot.
Blusji prychnęła. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, patrząc w dal.
-Myśłisz, że się tu zatrzymamy?-przerwałem ciszę.
-Gabrielle bardzo pieni się do roboty. Całkiem możliwe.
-Mam nadzieję. Dość mam już tej wędrówki. Nawet chodzić samemu mi jeszcze nie pozwalają-rzekłem pogardliwie- chciałbym już zacząć polować.
<Blusji?>
-Nie powinneś leżeć?
-Powinnem, ale kto by się przejmował tym c każą ci inni?-stwierdziłem, siadając koło wadery-też nie możesz spać?
-Nie. Luna za bardzo hałasuje.
-Jaki pan, taki kot.
Blusji prychnęła. Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, patrząc w dal.
-Myśłisz, że się tu zatrzymamy?-przerwałem ciszę.
-Gabrielle bardzo pieni się do roboty. Całkiem możliwe.
-Mam nadzieję. Dość mam już tej wędrówki. Nawet chodzić samemu mi jeszcze nie pozwalają-rzekłem pogardliwie- chciałbym już zacząć polować.
<Blusji?>
czwartek, 30 lipca 2015
Od Keazana
Tak na prawdę ciężko się było z tego wszystkiego obudzić. Z początku nie czułem nic, a potem doszło do mnie co się działo.
W gardle mocno mnie drapało, nie mogłam ruszać łapami i miałem bandaż na brzuchu. Ale czułam się lepiej-nic mnie nie bolało i oddychało się luźniej. Nagle usłyszałem ciche pukanie. Podniosłem się na poduszkach.
<Ktoś?>
W gardle mocno mnie drapało, nie mogłam ruszać łapami i miałem bandaż na brzuchu. Ale czułam się lepiej-nic mnie nie bolało i oddychało się luźniej. Nagle usłyszałem ciche pukanie. Podniosłem się na poduszkach.
<Ktoś?>
wtorek, 21 lipca 2015
Od Keazana, cd. Ti
Kiedy się obudziłem, zdałem sobie sprawę, że już nie jestem w tej sali, w której byłem. Próbowałem się podnieść, ale coś mnie przytrzymało. Spojrzałem na około siebie. Zobaczyłem, jak ściany korytarza migają, a drzwi się przewijają. Zdałem sobie sprawę, że jestem na łóżku, które popycha Toshiro i Ann. Chciałem coś powiedzieć, ale ta cholerna maska na pysku mi przeszkadzała. Miałem szczery zamiar ją zdjąć, ale gdy tylko to zrobiłem, to pożałowałem-nie mogłem złapać tchu. Moje położenie mnie nie zachwycało. Spojrzałem tylko na Anabeth oczekując wyjaśnień. Chyba zrozumiała mój wzrok.
-Będziesz operowany.
Omal się nie zachłysnąłem, mimo tego, że czułem się sennie i było mi zimno.
-Dlaczego ja nic o tym nie wiem?-wydusiłem.
-A niby jak miałeś, skoro byłeś nieprzytomny, ha?
-Nie wiem.... Mogliście mi coś szepnąć w ucho, lub mnie zahipnotyzować?
-A coś ty się zrobił taki humorystyczny?
-Cholernie się boję-spróbowałem się podnieść nieco nad materac, ale Tosh znów mnie przytrzymał.
-Nie bądź idiotą! Nie po to biegnę jak głupi, żebyś ty się podnosił i pogarszał swój słaby stan.
Po tym już nic nie mówiłem, bo szczerze mówiąc, nie widziałem potrzeby, a ucisk na klatce był mało przyjemny. W dodatku mijało działanie środków przeciwbólowych. Nagle wjechaliśmy do jasno oświetlonej sali. Zobaczyłem ogromne lampy, pod którymi mnie ułożyli i stalowe stoliki z różnymi narzędziami. Ledwo co udało mi się przełknąć ślinę przez tę gulę w gardle. Podłączyli mi worek z jakimś czerwonym płynem. Po chwili nałożyli mi inną maskę i podali narkozę. Słyszałem, jak coś tam podłączają, jak coś brzęczy, szelest czegoś i stłumione głosy, ale wszystko się na siebie nakładało i zamazywało...
<Ti? Net, Gab?>
-Będziesz operowany.
Omal się nie zachłysnąłem, mimo tego, że czułem się sennie i było mi zimno.
-Dlaczego ja nic o tym nie wiem?-wydusiłem.
-A niby jak miałeś, skoro byłeś nieprzytomny, ha?
-Nie wiem.... Mogliście mi coś szepnąć w ucho, lub mnie zahipnotyzować?
-A coś ty się zrobił taki humorystyczny?
-Cholernie się boję-spróbowałem się podnieść nieco nad materac, ale Tosh znów mnie przytrzymał.
-Nie bądź idiotą! Nie po to biegnę jak głupi, żebyś ty się podnosił i pogarszał swój słaby stan.
Po tym już nic nie mówiłem, bo szczerze mówiąc, nie widziałem potrzeby, a ucisk na klatce był mało przyjemny. W dodatku mijało działanie środków przeciwbólowych. Nagle wjechaliśmy do jasno oświetlonej sali. Zobaczyłem ogromne lampy, pod którymi mnie ułożyli i stalowe stoliki z różnymi narzędziami. Ledwo co udało mi się przełknąć ślinę przez tę gulę w gardle. Podłączyli mi worek z jakimś czerwonym płynem. Po chwili nałożyli mi inną maskę i podali narkozę. Słyszałem, jak coś tam podłączają, jak coś brzęczy, szelest czegoś i stłumione głosy, ale wszystko się na siebie nakładało i zamazywało...
<Ti? Net, Gab?>
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Keazana, cd. Ti-enne
-Nie wiem-usłyszałem swój głos-nie pamiętam.
Ti-enne już otwierała pysk, żeby coś powiedzieć, ale przerwał jej głos zza drzwi. Odwróciłem głowę, kark miałem dziwnie sztywny. Zobaczyłem, jak do pokoju wchodzi biała wadera. Przystanęła w progu, patrząc na mnie. Po chwili odezwała się niepewnym głosem;
-Keazan? Powiedzieli mi, że się obudziłeś...-podeszła do mnie i położyła na stole wiązankę kwiatów. Spojrzałem na nią niepewnie. Ja ją znam?
-Co mu się stało?-zapytała Ti-enne. Biała wadera spuściła wzrok, patrząc na łapy.
-Netir?-naciskała dalej Ti-enne. A więc miała na imię Netir! Ale... Skąd ona mnie zna?
-Byliśmy... Na polowaniu. I... przelatywały smoki. Jelenie się spłoszyły... On na mnie skoczył i odtrącił, ale... Stratowały go.
Wpatrywałem się w nią ze zdziwieniem. Oszalała? Czemu ja nic nie pamiętam?!
<Ti? Netir?>
Ti-enne już otwierała pysk, żeby coś powiedzieć, ale przerwał jej głos zza drzwi. Odwróciłem głowę, kark miałem dziwnie sztywny. Zobaczyłem, jak do pokoju wchodzi biała wadera. Przystanęła w progu, patrząc na mnie. Po chwili odezwała się niepewnym głosem;
-Keazan? Powiedzieli mi, że się obudziłeś...-podeszła do mnie i położyła na stole wiązankę kwiatów. Spojrzałem na nią niepewnie. Ja ją znam?
-Co mu się stało?-zapytała Ti-enne. Biała wadera spuściła wzrok, patrząc na łapy.
-Netir?-naciskała dalej Ti-enne. A więc miała na imię Netir! Ale... Skąd ona mnie zna?
-Byliśmy... Na polowaniu. I... przelatywały smoki. Jelenie się spłoszyły... On na mnie skoczył i odtrącił, ale... Stratowały go.
Wpatrywałem się w nią ze zdziwieniem. Oszalała? Czemu ja nic nie pamiętam?!
<Ti? Netir?>
niedziela, 19 lipca 2015
Od Keazana
Jęknąłem. W jednej chwili poczułem niewyobrażalny ból. Znów westchnąłem przeciągle, próbując pozbyć się tego nieprzyjemnego ucisku w gardle. Starałem się złapać oddech, ale to coś w mojej krtani mi przeszkadzało. Zacząłem się instynktownie rzucać po futrach, nadal miotając głową. Mimo to czułem, jak w moje płuca dostaje się tlen. Przez mechaniczne odruchy czułem jeszcze większy ból, ale nie potrafiłem nad tym zapanować, nadal wymachiwałem głową i łapami, starając się usunąć ten ucisk.
Nagle usłyszałem trzaśnięcie i krzyki. Poczułem, jak coś mnie przytrzymuje, zacząłem miotać się mocniej, byłem przerażony.
-Keazan, Keazan! Spokojnie, uspokój się! Słyszysz mnie? To ja, Anabeth!
Łapy, które przytrzymywały mi głowę lekko uderzyły mnie po policzku. Spróbowałem wyrwać łeb z uścisku, chciałem uciec, ale czułem, jak coś mnie trzyma. Nagle ucisk na około głowy zelżał, a po chwili coś wysunęło mi się z pyska. Zakrztusiłem się i zacząłem kaszleć. Po kilku rozpaczliwych wdechach poczułem się lepiej, otworzyłem oczy. Zobaczyłem kilka wilków, które stały na około mnie. Wziąłem głęboki oddech. Nadal było mi ciężko, ale teraz już uspokoiłem się. Przekręciłem głowę i zobaczyłem, jak jedna z wader wstrzykuje mi coś do żyły. Spojrzałem znów na Ann przerażonym wzrokiem. Nadal obejmowała moją głowę łapami, ale uścisk zelżał i już mogłem nią ruszać. Obejrzałem się na około. Zobaczyłem migający sprzęt koło mnie, długi stojak z kroplówką, z której biegła rurka do mojej łapy. Znów jęknąłem.
-Boli cię?-spytała mnie jedna z pielęgniarek. Kiwnąłem głową, nadal dysząc po stresie. Ann zdjęła łapy z mojego pyska i przeniosła na klatkę i lekko ucisnęła.
Moje reakcja była natychmiastowa; krzyknąłem i zwinąłem się rozpaczliwie. Ból powoli słabł, a po chwili znów rozgorzał w przednich kończynach i miednicy. Po kilku chwilach przestałem się zwijać, a jeden z basiorów ułożył mnie znów na plecach. Znów zamknąłem oczy i poczułem dziwne zimno w lewej łapie. Po momencie ból ustał, podłączyli mi nowy worek z płynem, ale czułem się o wiele lepiej. Chciało mi się spać, ale tę chęć przerwał mi głos Asuny;
-Keazan? Masz gościa...
<Ktoś? Może Ti-enne?>
Nagle usłyszałem trzaśnięcie i krzyki. Poczułem, jak coś mnie przytrzymuje, zacząłem miotać się mocniej, byłem przerażony.
-Keazan, Keazan! Spokojnie, uspokój się! Słyszysz mnie? To ja, Anabeth!
Łapy, które przytrzymywały mi głowę lekko uderzyły mnie po policzku. Spróbowałem wyrwać łeb z uścisku, chciałem uciec, ale czułem, jak coś mnie trzyma. Nagle ucisk na około głowy zelżał, a po chwili coś wysunęło mi się z pyska. Zakrztusiłem się i zacząłem kaszleć. Po kilku rozpaczliwych wdechach poczułem się lepiej, otworzyłem oczy. Zobaczyłem kilka wilków, które stały na około mnie. Wziąłem głęboki oddech. Nadal było mi ciężko, ale teraz już uspokoiłem się. Przekręciłem głowę i zobaczyłem, jak jedna z wader wstrzykuje mi coś do żyły. Spojrzałem znów na Ann przerażonym wzrokiem. Nadal obejmowała moją głowę łapami, ale uścisk zelżał i już mogłem nią ruszać. Obejrzałem się na około. Zobaczyłem migający sprzęt koło mnie, długi stojak z kroplówką, z której biegła rurka do mojej łapy. Znów jęknąłem.
-Boli cię?-spytała mnie jedna z pielęgniarek. Kiwnąłem głową, nadal dysząc po stresie. Ann zdjęła łapy z mojego pyska i przeniosła na klatkę i lekko ucisnęła.
Moje reakcja była natychmiastowa; krzyknąłem i zwinąłem się rozpaczliwie. Ból powoli słabł, a po chwili znów rozgorzał w przednich kończynach i miednicy. Po kilku chwilach przestałem się zwijać, a jeden z basiorów ułożył mnie znów na plecach. Znów zamknąłem oczy i poczułem dziwne zimno w lewej łapie. Po momencie ból ustał, podłączyli mi nowy worek z płynem, ale czułem się o wiele lepiej. Chciało mi się spać, ale tę chęć przerwał mi głos Asuny;
-Keazan? Masz gościa...
<Ktoś? Może Ti-enne?>
piątek, 10 lipca 2015
Od Keazana, cd. Ti-enne
-Panienka ma charakter. To dobrze.
-Co?
-Myślisz, że fajnie byłoby spotykać tylko ciche laski? Takie z pazurem są lepsze. Można z nimi formalnie porozmawiać. Zamiast zwykłego ,,tak", ,,nie", ,,yhym", ,,aha", widać ogniki w oczach. Lubię to.
Ti-enne stała speszona.
-Nie myśl, że mnie poderwiesz.
-E, na prawdę wierzysz, że mi się chce? W poprzednim życiu miałem pięć lasek prawie na własność. Serio sądzisz, że mam zamiar męczyć się z tym koszmarem po raz drugi? Babskie narzekanie mnie dobija.
<Ti-enne?>
-Co?
-Myślisz, że fajnie byłoby spotykać tylko ciche laski? Takie z pazurem są lepsze. Można z nimi formalnie porozmawiać. Zamiast zwykłego ,,tak", ,,nie", ,,yhym", ,,aha", widać ogniki w oczach. Lubię to.
Ti-enne stała speszona.
-Nie myśl, że mnie poderwiesz.
-E, na prawdę wierzysz, że mi się chce? W poprzednim życiu miałem pięć lasek prawie na własność. Serio sądzisz, że mam zamiar męczyć się z tym koszmarem po raz drugi? Babskie narzekanie mnie dobija.
<Ti-enne?>
czwartek, 9 lipca 2015
Od Keazana, cd. Ti-enne
-Kim jesteś?-usłyszałem. Spojrzałem na szarawą waderę.
-A ty?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie...
-Nie bądź taka hop do przodu-burknąłem-Keazan.
-Ti-enne-podała mi łapę. Mimo tego, moje nadal tkwiły na ziemi.
<Ti-enne?>
-A ty?
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie...
-Nie bądź taka hop do przodu-burknąłem-Keazan.
-Ti-enne-podała mi łapę. Mimo tego, moje nadal tkwiły na ziemi.
<Ti-enne?>
niedziela, 28 czerwca 2015
Od Keazana, cd. Dark
-Ee...-osunąłem od siebie waderę i oddałem jej koszyk-mnie w to nie mieszajcie, jasne? Kłóćcie się wszędzie, ale nie w moim domu, jasne?-pokazałem łapą wyjście.
-Nigdzie nie id...
-Idziesz-wypchnąłem waderę.
-Nie popychaj tak jej!-warknął Toshiro, ale po chwili znalazł się na progu tuż koło niej.
-Żegnam!
Ale po chwili huknął grzmot i oba wilki wleciały do mojej jaskini i stanęły jak na szpilkach.
<Dark?>
-Nigdzie nie id...
-Idziesz-wypchnąłem waderę.
-Nie popychaj tak jej!-warknął Toshiro, ale po chwili znalazł się na progu tuż koło niej.
-Żegnam!
Ale po chwili huknął grzmot i oba wilki wleciały do mojej jaskini i stanęły jak na szpilkach.
<Dark?>
sobota, 27 czerwca 2015
Od Keazana, cd. Dark
Moje oczy obracały się to na Dark, to na Toshiro, jak w meczu tenisowym.
-Właśnie, że idziesz-wysyczał Toshiro.
-Wujku, ale Keazan nam pomógł!-odezwał się szczeniak.
-Nie wtrącaj się, Wild!-wrzasnął na malucha, a ten schował się za siostrą.
<Dark?>
-Właśnie, że idziesz-wysyczał Toshiro.
-Wujku, ale Keazan nam pomógł!-odezwał się szczeniak.
-Nie wtrącaj się, Wild!-wrzasnął na malucha, a ten schował się za siostrą.
<Dark?>
środa, 17 czerwca 2015
Od Keazana, cd. DarkRebell
Ujrzałem waderę, która pędziła jak oszalała w moją stronę. Ujrzałem małe szczenięta, które wchodziły na siebie, oraz jeszcze jednego, starszego, kurczowo chwytającego się zębami jej sierści.
-KIM JESTEŚ?!-wrzasnęła. Przez szalejącą pożogę ledwo ją usłyszałem.
-KEAZAN!-odkrzyknąłem-DARK, CHODŹ! JESTEŚMY BLISKO, POMOGĘ CI!-i nie czekając na odpowiedź, chwyciłem jej brata i zarzuciłem sobie na grzbiet. Zaczęliśmy gnać, starając się nie potykać o korzenie.
<Dark?>
-KIM JESTEŚ?!-wrzasnęła. Przez szalejącą pożogę ledwo ją usłyszałem.
-KEAZAN!-odkrzyknąłem-DARK, CHODŹ! JESTEŚMY BLISKO, POMOGĘ CI!-i nie czekając na odpowiedź, chwyciłem jej brata i zarzuciłem sobie na grzbiet. Zaczęliśmy gnać, starając się nie potykać o korzenie.
<Dark?>
środa, 10 czerwca 2015
Od Keazana, cd. Tsukiyo
-Ty nie masz prawa wstać. Przyprowadzę ją tu-mruknąłem. Potem ruszyłem szybkim krokiem do jaskini Soul'a i Gabrielle. Od progu powitała mnie gromadka najstarszych szczeniąt w watasze. Zignorowałem je i podszedłem do białej wadery, która czytała książkę, oparta o szarego basiora.
-Gabrielle? Mam nową waderę-powiedziałem, siadając przed nią.
-Tak? Gdzie jest?
-Ma na imię Tsukiyo i miała wypadek... Leży u mnie w jaskini.
<Tsukiyo? Gabrielle?>
-Gabrielle? Mam nową waderę-powiedziałem, siadając przed nią.
-Tak? Gdzie jest?
-Ma na imię Tsukiyo i miała wypadek... Leży u mnie w jaskini.
<Tsukiyo? Gabrielle?>
wtorek, 9 czerwca 2015
Od Keazana, cd. Tsukiyo
-W mojej jaskini-mruknąłem, wysciskając futro z zimnej wody. Położyłem go na czoło wadery. Próbowała wsać, ale położyłem jej łapę i popchnąłem go na futra.
-Słabo mi...
-No nie dziwię się. Poleż tu... Mdło?
-Trochę... Ygh, Keazan, powiedz mi co się stało?
-Prosto w prawo, potem w lewo i bum w drzewo-mruknąłem- słuchaj, może zawołam Sunę lub Ann?
<Tsukiyo?>
-Słabo mi...
-No nie dziwię się. Poleż tu... Mdło?
-Trochę... Ygh, Keazan, powiedz mi co się stało?
-Prosto w prawo, potem w lewo i bum w drzewo-mruknąłem- słuchaj, może zawołam Sunę lub Ann?
<Tsukiyo?>
sobota, 6 czerwca 2015
Od Keazana
Wybrałem się z Netir na polowanie na jelenie. Poczułem ładną gromadkę. W końcu znaleźliśmy stadko, o którym było mowa. Ukryliśmy się w krzakach i czekaliśmy na moment... Po chwili czekania stało się coś... strasznego.
Usłyszeliśmy ryk, a na niebie pokazało się kilka ogromnych, skrzydlatych kształtów...
-Smoki...-szepnęła Netir, wpatrując się w niebo. Nagle, pod naszymi łapami zadrżała ziemia. Spojrzeliśmy za siebie. I stuliliśmy uszy na widok ostrych racic jeleni i pochylonych rogów...
Spojrzałem na waderę i w mig podjąłem decyzję. Skoczyłem i wypchnąłem ją spoza nóg wielkiego byka. Usłyszałem jęk i trzask.
-Moja łapa...!
Ale nie mogłem skupić się na tym, co krzyczy Netir. Poczułem, jak wiele ostrych racic przebija mi skórę, ostre rogi łamały kości... Coraz trudniej mi się oddychało i utrzymywało pełnię świadomości... W końcu przerażone ryczenie zwierzyny ucichło, a jedynym dźwiękiem był przeraźliwy krzyk i jęk... Nawet nie myślałem, że to byłem ja. Poczułem oddech na karku, uchyliłem oczy. Ne de mną stała biała wadera... Alle już przestało mnie to obchodzić. Poddałem się.
-Keazan? Co ci odbiło? Co nam odbiło?! Przecież... Teraz są migracje smoków i magicznych ptaków-usłyszałem zrozpaczony głos, zanim wszystko się dla mnie skończyło.
<Ktoś?>
Usłyszeliśmy ryk, a na niebie pokazało się kilka ogromnych, skrzydlatych kształtów...
-Smoki...-szepnęła Netir, wpatrując się w niebo. Nagle, pod naszymi łapami zadrżała ziemia. Spojrzeliśmy za siebie. I stuliliśmy uszy na widok ostrych racic jeleni i pochylonych rogów...
Spojrzałem na waderę i w mig podjąłem decyzję. Skoczyłem i wypchnąłem ją spoza nóg wielkiego byka. Usłyszałem jęk i trzask.
-Moja łapa...!
Ale nie mogłem skupić się na tym, co krzyczy Netir. Poczułem, jak wiele ostrych racic przebija mi skórę, ostre rogi łamały kości... Coraz trudniej mi się oddychało i utrzymywało pełnię świadomości... W końcu przerażone ryczenie zwierzyny ucichło, a jedynym dźwiękiem był przeraźliwy krzyk i jęk... Nawet nie myślałem, że to byłem ja. Poczułem oddech na karku, uchyliłem oczy. Ne de mną stała biała wadera... Alle już przestało mnie to obchodzić. Poddałem się.
-Keazan? Co ci odbiło? Co nam odbiło?! Przecież... Teraz są migracje smoków i magicznych ptaków-usłyszałem zrozpaczony głos, zanim wszystko się dla mnie skończyło.
<Ktoś?>
Od Keazana, cd. Tsukiyo
-Ale... to dawno?
-Nie... Dziś rano, kiedy uciekłam...
Pomachałem jej łapą przed oczami. Podążyła za nimi błędnym wzrokiem. Mruknąłem.
-Widzisz cokolwiek?
-Tak, to co nieco dalej ode mnie. Z bliska mi zasłania.
<Tsukiyo?>
-Nie... Dziś rano, kiedy uciekłam...
Pomachałem jej łapą przed oczami. Podążyła za nimi błędnym wzrokiem. Mruknąłem.
-Widzisz cokolwiek?
-Tak, to co nieco dalej ode mnie. Z bliska mi zasłania.
<Tsukiyo?>
Od Keazana, cd. Tsukiyo
Ruszyliśmy. Wadera co chwila schodziła na bok, musiałem ją chwytać i naprowadzać. Była bardzo mała jak na wilka, ale nim była.
-Jak Gabrielle cię przyjmie, to poprosimy Ann o okulary dla ciebie-mruknąłem pod nosem, chwytając waderę za skórę na karku.
-Nie potrzeba-wydukała. Niemal czułem ciepło jej rumieńców.
-O serio?
<Tsukiyo?>
-Jak Gabrielle cię przyjmie, to poprosimy Ann o okulary dla ciebie-mruknąłem pod nosem, chwytając waderę za skórę na karku.
-Nie potrzeba-wydukała. Niemal czułem ciepło jej rumieńców.
-O serio?
<Tsukiyo?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)