Wigilia już dziś. A ja, oczywiście, zwlekałam na ostatnią chwilę. Co ja mam zrobić tej osobie?
Spojrzałam na Dektyt, która siedziała na gałęzi z piątką potomstwa. Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.
Zerwałam się z mojego posłania i przegrzebałam mój schowek; kilka piór, rzemyki, kamyczki. I co ja mam z tego zrobić? Jęknęłam i zabrałam to wszystko ze sobą, położyłam na skórze w jaskini i już wiedziałam co z tego wszystkiego zrobić.
Wyszłam z jaskini, żeby znaleźć jakąś giętką gałązkę. Zaczęłam kopać w śniegu, a łapy powoli mi odmarzały. W końcu znalazłam to, czego szukałam i wróciłam do siebie. Z mojej zdobyczy zrobiłam obręcz i mocno ją związałam. Była niewielka, nieco większa od mojej łapy. Teraz przyszedł czas na najtrudniejszą część; chwyciłam cienki rzemyk i zaczęłam zaplatać wzór kwiatka.
xXx
Siedziałam na skórze, a wokół mnie walały się różne śmieci; pocięte kawałki rzemyka, pióra, kamyki... Ale z efektu byłam zadowolona-wyszedł mi elegancki łapacz snów. Podziwiałam swoje dzieło, podnosząc je delikatnie pod światło ogniska. Lekkie piórka powiewały na delikatnym wietrze.
Spojrzałam w wylot jaskini i zdałam sobie sprawę, że jest już bardzo późno. Zabezpieczyłam prezent kawałkiem futra z daniela i wybiegłam na dwór.
W drodze do Jaskini Siedmiu Wyć rozmyślałam nad tym, jak będzie wyglądać ta Wigilia. Moja pierwsza w tej watasze. Pod moimi łapami skrzpiał śnieg, a oczy próbowały przeniknąć ciemność. Bardzo lubiłam takie zimowe noce, ale po krótkim marszu zapragnęłam ogrzać się przy ognisku.
Po jakimś czasie do mojego odmrożonego nosa dotarł smakowity zapach i usłyszałam podekscytowane rozmowy. Było mi trochę wstyd, że się spóźniłam, że Yuuki i Gabrielle pewnie pomyślały, że zapomniałam. Odetchnęłam i bez wahania weszłam do jaskini.
Ogarnęło mnie ciepło i bardzo przyjemny zapach potraw. Nikt nie zauważył mojego wejścia, każdy był chymś zajęty. Korzystajc z tej sytuacji wyhaczyłam Gabrielle i podeszłam do niej. Zauważyła mnie i na jej twarzy pojawił się uśmiech.
-Hej Gabrielle.
-Netir, myślalam, że już nie przyjdziesz.
-Miałabym sobie odpuścić moją pierwszą Wigilię? Mam tu prezent dla Yuuki.
-To dobrze. Cieszę, bo i tak wiele wilków nic nie zrobiło, nie chcę, żeby Yuuki czuła się pokrzywdzona. Idź, daj jej ten upominek, stoi pod choinką i rozmawia z Keazanem.
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia i podeszłam do rozmawiających. Yuuki stała do mnie tyłem, więc odchrząknęłam.
-Przepraszam, mogę wam na chwilę przerwać?
-Jeśli muszisz-mruknął Keazan.
-Yuuki, przepraszam, że się spóźniłam, ale to jest dla ciebie-wręczyłam jej pakunek.
<Yuuki?>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Netir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Netir. Pokaż wszystkie posty
środa, 30 grudnia 2015
wtorek, 22 grudnia 2015
Od Netir, cd. Euphoria
Ziewnęłam. Słońce zanikało ze horyzontem, wyglądając jak wielka, ognista pomarańcza.
-Euphoria, ja się trochę rozejrzę, ty sprawdź tamtą jaskinię i przygotuj legowiska, dobra?-wskazałam na pobliską dziurę w skale, która zdawała mi się świetnym miejscem na nocleg.
-Jasne-wadera zniknęła za pobliskim drzewem, szukając czegoś na opał.
Oddaliłam się pospiesznie, chcąc jak najszybciej skończyć obchód i położyć się spać.
Przez kilka chwil nie było nic ciekawego. Same drzewa i nic więcej. Jednak po chwili zobaczyłam to:

[Klik]
Tafla jeziora była przejrzyście błękitna. Z tyłu rozciągały się zamarznięte wodospady, nadając miejscu urok. Nie chciałam ryzykować i stąpać po cienkim lodzie. Jeziorko było na niewielkiej polanie, na której w śniegu widziałam ślady zwierzyny.
Stwierdziłam, że nie ma sensu już tutaj siedzieć, bo niebo powoli czerniało. Pokręciłam się jeszcze po najbliższej okolicy i wróciłam do jaskini.
xXx
Przywitał mnie widok cieple oświetlonego wejścia. Euphoria już najwyraźniej rozpaliła ogień, a mi było to całkowicie na rękę-nocne powietrze stawało się coraz bardziej zimne i przezywające. Ruszyłam szybkim truchtem do groty.
-Hej-wydyszałam, ukazując się w wejściu. Wadera siedziała otulona w dodatkowe futra z podpiekanym mięsem w pysku.
-I co? Znalazłaś coś ciekawego?
-Piękne jezioro. I nic więcej-odparłam, siadając na futrze, które moja towarzyszka mi przygotowała. Okryłam się jelenia skórą.
-Jak je nazwiesz?
-Co?
-Znalazłaś jezioro. Możesz nadać mu nazwę!
-No tak-mrukęłam-ale jak je nazwać? Nie jestem w ty dobra-westchnęłam, sięgając po mój prowiant. Zapadła chwila ciszy, podczas której ogień trzaskał głośno pod moim jedzeniem. Nagle zerwałam się z futra z olśnieniem na pysku.
-Jezioro Błękitnych Igieł!
<Euphoria?>
Za odkrycie nowych terenów +5 OK
-Euphoria, ja się trochę rozejrzę, ty sprawdź tamtą jaskinię i przygotuj legowiska, dobra?-wskazałam na pobliską dziurę w skale, która zdawała mi się świetnym miejscem na nocleg.
-Jasne-wadera zniknęła za pobliskim drzewem, szukając czegoś na opał.
Oddaliłam się pospiesznie, chcąc jak najszybciej skończyć obchód i położyć się spać.
Przez kilka chwil nie było nic ciekawego. Same drzewa i nic więcej. Jednak po chwili zobaczyłam to:
[Klik]
Tafla jeziora była przejrzyście błękitna. Z tyłu rozciągały się zamarznięte wodospady, nadając miejscu urok. Nie chciałam ryzykować i stąpać po cienkim lodzie. Jeziorko było na niewielkiej polanie, na której w śniegu widziałam ślady zwierzyny.
Stwierdziłam, że nie ma sensu już tutaj siedzieć, bo niebo powoli czerniało. Pokręciłam się jeszcze po najbliższej okolicy i wróciłam do jaskini.
xXx
Przywitał mnie widok cieple oświetlonego wejścia. Euphoria już najwyraźniej rozpaliła ogień, a mi było to całkowicie na rękę-nocne powietrze stawało się coraz bardziej zimne i przezywające. Ruszyłam szybkim truchtem do groty.
-Hej-wydyszałam, ukazując się w wejściu. Wadera siedziała otulona w dodatkowe futra z podpiekanym mięsem w pysku.
-I co? Znalazłaś coś ciekawego?
-Piękne jezioro. I nic więcej-odparłam, siadając na futrze, które moja towarzyszka mi przygotowała. Okryłam się jelenia skórą.
-Jak je nazwiesz?
-Co?
-Znalazłaś jezioro. Możesz nadać mu nazwę!
-No tak-mrukęłam-ale jak je nazwać? Nie jestem w ty dobra-westchnęłam, sięgając po mój prowiant. Zapadła chwila ciszy, podczas której ogień trzaskał głośno pod moim jedzeniem. Nagle zerwałam się z futra z olśnieniem na pysku.
-Jezioro Błękitnych Igieł!
<Euphoria?>
Za odkrycie nowych terenów +5 OK
Od Netir, cd. Euphoria
-No i fajnie-stwierdziłam-tylko pilnuj tego ogiera. Nie chcę mieć dodatkowych źrebiąt na głowie.
Położyłam juki i ekwipunek koło drzewa, a sama poszłam po Julię. Chyba nie spodoba jej się to, ale nic nie poradzę. Trochę żal mi było patrzeć, jak młody, zwinny, gorącokrwisty koń marnuje się, dźwigając ciężary, ale raczej nie miałam innego wyjścia. Osiodłałam ją i zawiązałam mocno worki z prowiantem. Czekałam tylko aż Euphoria upora się ze swoimi, świeżymi końcmi. Patrzyłam na to z lekkim zaskoczeiem i dezaprobatą.
-Myślisz, że dopiero co podporządkowane ci konie dadzą się osiodłać, okiezłnać, objuczyć i prowadzić przez spory kawał drogi?-spytałam z nutką kpiny w głosie. Wadera wyraźnie wierzyła w swoje umiejętności.
Westchnęłam i odwiązałam Julię. Gniadą klacz przywiązałam do tylnego łęku siodła Julii, a Geronima prowadziła na początku Euphoria.
<Euphoria?>
Położyłam juki i ekwipunek koło drzewa, a sama poszłam po Julię. Chyba nie spodoba jej się to, ale nic nie poradzę. Trochę żal mi było patrzeć, jak młody, zwinny, gorącokrwisty koń marnuje się, dźwigając ciężary, ale raczej nie miałam innego wyjścia. Osiodłałam ją i zawiązałam mocno worki z prowiantem. Czekałam tylko aż Euphoria upora się ze swoimi, świeżymi końcmi. Patrzyłam na to z lekkim zaskoczeiem i dezaprobatą.
-Myślisz, że dopiero co podporządkowane ci konie dadzą się osiodłać, okiezłnać, objuczyć i prowadzić przez spory kawał drogi?-spytałam z nutką kpiny w głosie. Wadera wyraźnie wierzyła w swoje umiejętności.
Westchnęłam i odwiązałam Julię. Gniadą klacz przywiązałam do tylnego łęku siodła Julii, a Geronima prowadziła na początku Euphoria.
<Euphoria?>
Od Netir-trening Julii
Julia nie miała okazji na porządne wybieganie się po tej wędrówce. Nawet
nie zdążyłam wybudować jej przyzwoitego padoku. W dodatku jeszcze powinien
być większy, bo musi się tam pomieścić Aqua Euphorii. No i
jeszcze jeden dodatkowy-dla Geronimo. Bo jakoś nie widzi mi się wychowywanie młodych źrebiąt. Wystarczą mi młode Dektyt, które szybko podrastają. No właśnie, jeszcze woilera!
Oparłam głowę na łapach. Tyle pracy, która została w poprzednich terenach. Trzeba będzie sforsować Euphorię do pomocy. Raczej powinna mi pomóc przy padokach-w końcu leż to też w jej interesie.
Chwyciłam sokole pióro i zapisałam coś na pergaminie. Przejrzałam obliczenia i notatki od samej góry do dołu i, szczerze mówiąc, trochę się załamałam kosztami i nakładem pracy, jaką trzeba by w to wszystko włożyć.
-Nie-stwierdziłam, ciskając pióro na pergamin. Wstałam, zgarnęłam czaprak, ogłowie i siodło i jak burza wypadłam z mojego domu. Najszybciej jak tylko mogłam pognałam za jaskinie, gdzie przywiązana stała Julia. Podniosła wdzięczną głowę, stawiając uszy.
-Cześć mała-powiedziałam, zdyszana, kładąc ekwipunek a kamieniu koło konia. Strzepnęłam z jej grzbietu resztki śniegu i postarałam się ją miarę doprowadzić do ładu. Najtrudniej było jej wcisnąć wędzidło-zadzierała głowę i kładła uszy. Mimo tego, jakoś udało mi się po chwili usiąść wygodnie w siodle na jej grzbiecie. Poprawiłam popręg i strzemiona, a Julia niecierpliwie potrząsała głową.
-No dobra Mała, czas się rozgrzać-powiedziałam, zacierając łapy z zimna. Spięłam lekko klacz i ruszyłyśmy stępem, klucząc między ośnieżonymi drzewami.
Mój oddech zmieniał się w parę, a przez wiatr nie mogłam normalnie widzieć. Gdy zjechałyśmy ze zbocza, ścieżka się wyrównała, więc uznałam, że możemy przejść do kłusa. Mocniejszy chód rozgrzał nas obie. Poszycie lasu było ubogie, bo wszystko uschło i poumierało. Żałowałam, że nie mam okazji pospędzać czasu w tych lasach wiosną.
Klacz zaczęła coraz bardziej napierać na wędzidło i szarpać głową. Mimo jej rozochocenia nie miałam zamiaru jej popuścić, bo nie czułam się pewnie na tym szlaku. Było tam mnóstwo wystających kamieni i powalonych kłód. Julia jest jeszcze młoda i nie chciałam jej narażać.
Wyjechałyśmy na drogę przy Jeziorze Szmaragdowej Toni, była prosta jak drzewie strzały, więc stwierdziłam, że nie będę jej już więcej męczyć. Popuściłam wodze i wyprostowałam się wygodnie. Nawet nie musiałam jej ponaglić. Julia skoczyła w przód, prując przez zimowe powietrze. Jej nogi poruszały się szybko, a głowa kiwała w takt. Galop był szybki i płynny, ale stawał się coraz bardziej żywiołowy i energiczny. Ściągnęłam nieco wodze, przygotowując się do zatrzymania klaczy przy dużym głazie, który był idealnym miejscem na kąpiel słoneczną w lato. Klacz niechętnie przeszła w kłus, a potem w stęp. Zatrzymała się, parskając i niecierpliwie grzebiąc kopytem w ziemi. Poklepałam ją z zadowoleniem i zeszłam z jej grzbietu. Wodze przywiązałam do gałęzi pobliskiego drzewa i zanurzyłam się w las.
Po chwili wróciłam, targając kilka sporych kłód i patyków. Ubezpieczyłam przeszkody sporymi kamieniami i dokładnie sprawdziłam stabilność. Julia stała i z wyraźnym zainteresowaniem oglądała moje starania.
Stanęłam przy końcu i podziwiałam swoje dzieło. Miałam nadzieję, że posłuży nie tylko mi i Julce, ale również innym koniom i ich jeźdźcom, jak na przykład Euphorii i Aqua oraz Geronimo.
XxX
Stanęłyśmy na samym początku toru. Julia nerwowo postępowała z nogi na nogę i dreptała w koło, podstawiając pod siebie tylne kopyta. Jej podekscytowanie mi się udzieliło i nie kazałam nam czekać. Klacz ruszyła przed siebie z ostrym i niepowstrzymanym zamiarem przeskoczenia kłód, nie zważając
na moją obecność na jej grzbiecie.
-Julia, nie!-skręciłam nią w ostatniej chwili. Klacz zamachała głową z poirytowaniem- podejście ma być bezpieczne i spokojne! Nie będziemy skakać, dopóki nie podejdziesz z równowagą!
Wróciłam konia na początek parkuru.
xXx
Parę podejść później, Julia wreszcie się uspokoiła i pozwoliłam jej przeskoczyć. Klacz była zrezygnowana i poirytowana, ale odzyskała wigor po pierwszej rundzie skoków.
Opadła na ziemię po ostatnim skoku, mocno dysząc i parskając. Ziemia między przeszkodami była mocno udeptana i pokryta błotem ze śniegu. Poklepałam klacz po napiętej szyi, postanawiając dać jej nieco spokoju. Zeszłam, poluzowałam Julii popręg i podciągnęłam strzemiona. Opadłam na ziemię bez sił, opierając się o drzewo. Klacz również wyglądała na wykończoną.
Dźwignęłam się z ziemi, chwytając za wodze. Szczerze mówiąc, marzyłam tylko o powrocie do jaskini i zakopaniu się w futrach.
xXx
Okryłam Julię dodatkowym futrem, bo była mocno zgrzana i nie chciałam, żeby się wyziębiła na mrozie.
-Do listy dodatkowo dodam stajnię-mruknęłam, wlokąc się ze zmęczeniem do jaskini.
Oparłam głowę na łapach. Tyle pracy, która została w poprzednich terenach. Trzeba będzie sforsować Euphorię do pomocy. Raczej powinna mi pomóc przy padokach-w końcu leż to też w jej interesie.
Chwyciłam sokole pióro i zapisałam coś na pergaminie. Przejrzałam obliczenia i notatki od samej góry do dołu i, szczerze mówiąc, trochę się załamałam kosztami i nakładem pracy, jaką trzeba by w to wszystko włożyć.
-Nie-stwierdziłam, ciskając pióro na pergamin. Wstałam, zgarnęłam czaprak, ogłowie i siodło i jak burza wypadłam z mojego domu. Najszybciej jak tylko mogłam pognałam za jaskinie, gdzie przywiązana stała Julia. Podniosła wdzięczną głowę, stawiając uszy.
-Cześć mała-powiedziałam, zdyszana, kładąc ekwipunek a kamieniu koło konia. Strzepnęłam z jej grzbietu resztki śniegu i postarałam się ją miarę doprowadzić do ładu. Najtrudniej było jej wcisnąć wędzidło-zadzierała głowę i kładła uszy. Mimo tego, jakoś udało mi się po chwili usiąść wygodnie w siodle na jej grzbiecie. Poprawiłam popręg i strzemiona, a Julia niecierpliwie potrząsała głową.
-No dobra Mała, czas się rozgrzać-powiedziałam, zacierając łapy z zimna. Spięłam lekko klacz i ruszyłyśmy stępem, klucząc między ośnieżonymi drzewami.
Mój oddech zmieniał się w parę, a przez wiatr nie mogłam normalnie widzieć. Gdy zjechałyśmy ze zbocza, ścieżka się wyrównała, więc uznałam, że możemy przejść do kłusa. Mocniejszy chód rozgrzał nas obie. Poszycie lasu było ubogie, bo wszystko uschło i poumierało. Żałowałam, że nie mam okazji pospędzać czasu w tych lasach wiosną.
Klacz zaczęła coraz bardziej napierać na wędzidło i szarpać głową. Mimo jej rozochocenia nie miałam zamiaru jej popuścić, bo nie czułam się pewnie na tym szlaku. Było tam mnóstwo wystających kamieni i powalonych kłód. Julia jest jeszcze młoda i nie chciałam jej narażać.
Wyjechałyśmy na drogę przy Jeziorze Szmaragdowej Toni, była prosta jak drzewie strzały, więc stwierdziłam, że nie będę jej już więcej męczyć. Popuściłam wodze i wyprostowałam się wygodnie. Nawet nie musiałam jej ponaglić. Julia skoczyła w przód, prując przez zimowe powietrze. Jej nogi poruszały się szybko, a głowa kiwała w takt. Galop był szybki i płynny, ale stawał się coraz bardziej żywiołowy i energiczny. Ściągnęłam nieco wodze, przygotowując się do zatrzymania klaczy przy dużym głazie, który był idealnym miejscem na kąpiel słoneczną w lato. Klacz niechętnie przeszła w kłus, a potem w stęp. Zatrzymała się, parskając i niecierpliwie grzebiąc kopytem w ziemi. Poklepałam ją z zadowoleniem i zeszłam z jej grzbietu. Wodze przywiązałam do gałęzi pobliskiego drzewa i zanurzyłam się w las.
Po chwili wróciłam, targając kilka sporych kłód i patyków. Ubezpieczyłam przeszkody sporymi kamieniami i dokładnie sprawdziłam stabilność. Julia stała i z wyraźnym zainteresowaniem oglądała moje starania.
Stanęłam przy końcu i podziwiałam swoje dzieło. Miałam nadzieję, że posłuży nie tylko mi i Julce, ale również innym koniom i ich jeźdźcom, jak na przykład Euphorii i Aqua oraz Geronimo.
XxX
Stanęłyśmy na samym początku toru. Julia nerwowo postępowała z nogi na nogę i dreptała w koło, podstawiając pod siebie tylne kopyta. Jej podekscytowanie mi się udzieliło i nie kazałam nam czekać. Klacz ruszyła przed siebie z ostrym i niepowstrzymanym zamiarem przeskoczenia kłód, nie zważając
na moją obecność na jej grzbiecie.
-Julia, nie!-skręciłam nią w ostatniej chwili. Klacz zamachała głową z poirytowaniem- podejście ma być bezpieczne i spokojne! Nie będziemy skakać, dopóki nie podejdziesz z równowagą!
Wróciłam konia na początek parkuru.
xXx
Parę podejść później, Julia wreszcie się uspokoiła i pozwoliłam jej przeskoczyć. Klacz była zrezygnowana i poirytowana, ale odzyskała wigor po pierwszej rundzie skoków.
Opadła na ziemię po ostatnim skoku, mocno dysząc i parskając. Ziemia między przeszkodami była mocno udeptana i pokryta błotem ze śniegu. Poklepałam klacz po napiętej szyi, postanawiając dać jej nieco spokoju. Zeszłam, poluzowałam Julii popręg i podciągnęłam strzemiona. Opadłam na ziemię bez sił, opierając się o drzewo. Klacz również wyglądała na wykończoną.
Dźwignęłam się z ziemi, chwytając za wodze. Szczerze mówiąc, marzyłam tylko o powrocie do jaskini i zakopaniu się w futrach.
xXx
Okryłam Julię dodatkowym futrem, bo była mocno zgrzana i nie chciałam, żeby się wyziębiła na mrozie.
-Do listy dodatkowo dodam stajnię-mruknęłam, wlokąc się ze zmęczeniem do jaskini.
sobota, 12 grudnia 2015
Od Netir, cd. Euphoria
-Piękna-powiedziała, obchodząc klacz ze wszystkich stron-też chciałabym mieć konia.
-Jeśli na prawdę tego chcesz, to chętnie pomogę ci znaleźć jakieś ich tereny-powiedziałam, zakładając Julii pętlę na szyję- raczej jej się to nie spodoba. Miała kilka dni przerwy, więc te dwa czy trzy nie powinny jej specjalnie przeszkadzać-powiedziałam, prowadząc ją do jaskini.
-Co? Idziemy aż na tak długo?
-Yhym-mruknęłam z uwiązem w pysku-mamy dokładnie prześledzić jedną część z naszych terenów, więc trochę nam to zajmie. Mamy mapę do zanaczenia ciekawych obiektów, ale potrzebujemy nieco skór i prowiantu.
Doszłyśmy do jaskini. Założyłam koniowi pas z pustymi jukami.
-Jedna jest dla ciebie. Zorganizuj się i spotkamy się tu za godzinę.
-Aż tyle czasu? Mi starczy pięć minut!
-Mi niestety nie. Muszę zorganizować rzeczy dla siebie, Dektyt i Julii. Dodatkowo parę innych drobiazgów-powiedziałam, wkładając klaczy wędzidło między zęby i wiążąc ogłowie z liny za uszami.
<Euphoria?>
-Jeśli na prawdę tego chcesz, to chętnie pomogę ci znaleźć jakieś ich tereny-powiedziałam, zakładając Julii pętlę na szyję- raczej jej się to nie spodoba. Miała kilka dni przerwy, więc te dwa czy trzy nie powinny jej specjalnie przeszkadzać-powiedziałam, prowadząc ją do jaskini.
-Co? Idziemy aż na tak długo?
-Yhym-mruknęłam z uwiązem w pysku-mamy dokładnie prześledzić jedną część z naszych terenów, więc trochę nam to zajmie. Mamy mapę do zanaczenia ciekawych obiektów, ale potrzebujemy nieco skór i prowiantu.
Doszłyśmy do jaskini. Założyłam koniowi pas z pustymi jukami.
-Jedna jest dla ciebie. Zorganizuj się i spotkamy się tu za godzinę.
-Aż tyle czasu? Mi starczy pięć minut!
-Mi niestety nie. Muszę zorganizować rzeczy dla siebie, Dektyt i Julii. Dodatkowo parę innych drobiazgów-powiedziałam, wkładając klaczy wędzidło między zęby i wiążąc ogłowie z liny za uszami.
<Euphoria?>
sobota, 5 grudnia 2015
Od Netir
Starałam się wybrać jak najwygodniejsze miejsce w zimowej jaskini. Podobała mi się okolica, więc żywiłam szczerą nadzieję, że to właśnie tu zostaniemy. Taka niezwykła podróż bardzo mnie fascynowała, ale zrobiła się już trochę monotonna. Po za tym, Dektyt i maluchy (które już sporo urosły), zaczynały się porządnie męczyć. Julia też chyba powoli nie dawała rady. Mimo częstych postojów wydawała się znużona i przemęczona dźwiganiem moich rzeczy. Oczywiście starałam się zapewnić jej kilka chwil na wybieganie się bez uprzęży, ale chyba jej to nie wystarczało...
Starałam się teraz o tym nie myśleć i być dobrej myśli. Przywiązałam ptaki do stojaka, rozłożyłam futra i zawinęłam się w nie. Widziałam ogień tańczący na szklistych ścianach i sierści moich towarzyszy.
Najbardziej brakowało mi futra DarkRebell...
xXx
Poczułam zimny powiew na pysku. Nie chciałam odwijać się z tej przyjemnej, ciepłej osłonki. Naciągnęłam ją bardziej, kuląc się i chowając twarz pod futrem. Chciałam nadal spać, ale jeszcze bardziej przeszkadzały mi w tym rozentuzjazmowane głosy moich towarzyszy. Jęknęłam cicho i przycisnęłam łapami uchy.
-Netir! Rusz się, wstawaj!-usłyszałam czyiś bardzo radosny głos. Jeszcze bardziej mnie to zirytowało; jak oni mogą być tacy radośni, jak ja chcę spać?!
-Net? Halo, chodź poznasz kogoś!-głos się przybliżył, a jego właściciel zaczął mnie lekko szturchać. Warknęłam niechętnie, dając znać, że nie mam najmniejszej ochoty na poznawanie kogokolwiek.
-Blusji? Jakiś problem?
-Nie mogę jej dobudzić, Gabrielle. A to przecież ona ma się zająć...
-Nie przejmuj się. Następnym razem jak wystąpią jakieś problemy, po prostu zrób tak...
Poczułam jak coś gwałtownie zdziera ze mnie moje okrycie. Poczułam piekący chłód. Zerwałam się z pianą na pysku i wściekłością w oczach.
-Nigdy więcej tego nie rób! Nie mogę już się nawet porządnie wyspać? Co, tania siła robocza ja jestem? Wędrujemy już od kilku miesięcy, chcę mieć chociaż jeden dzień dla siebie...!
Umilkłam, kiedy zobaczyłam, kto przede mną stoi; Gabrielle patrzyła na mnie z chłodnym zdumieniem, a obok niej czekały jeszcze dwie postacie-Blusji, która lekko skuliła się w sobie przez moje wrzaski i pewna nieznana mi wadera. Sprzałam na alfę z lekkim wstydem i zażenowaniem, ale również i z ciekawością. Wyprostowałam uszy i opuściłam ogon.
-Przep... przepraszam Gabrielle-mruknęłam. Wilczyca lekko skinęła głową.
-To jest Euphoria. Dołączyła do watahy w nocy. Chciałabym, abyście nieco rozejrzały się po okolicy.
Skinęłam głową, spoglądając na nową członkinię. Podałam jej łapę.
-Netir-mruknęłam, uciekając wzrokiem. Nadal paliłam się ze wstydu, ale starałam się to ukryć.
-Euphoria-uścisnęła ją.
Poszłam odwiązać Dektyt od słupa i wyszłyśmy na zewnątrz jaskini.
<Euphoria?>
Starałam się teraz o tym nie myśleć i być dobrej myśli. Przywiązałam ptaki do stojaka, rozłożyłam futra i zawinęłam się w nie. Widziałam ogień tańczący na szklistych ścianach i sierści moich towarzyszy.
Najbardziej brakowało mi futra DarkRebell...
xXx
Poczułam zimny powiew na pysku. Nie chciałam odwijać się z tej przyjemnej, ciepłej osłonki. Naciągnęłam ją bardziej, kuląc się i chowając twarz pod futrem. Chciałam nadal spać, ale jeszcze bardziej przeszkadzały mi w tym rozentuzjazmowane głosy moich towarzyszy. Jęknęłam cicho i przycisnęłam łapami uchy.
-Netir! Rusz się, wstawaj!-usłyszałam czyiś bardzo radosny głos. Jeszcze bardziej mnie to zirytowało; jak oni mogą być tacy radośni, jak ja chcę spać?!
-Net? Halo, chodź poznasz kogoś!-głos się przybliżył, a jego właściciel zaczął mnie lekko szturchać. Warknęłam niechętnie, dając znać, że nie mam najmniejszej ochoty na poznawanie kogokolwiek.
-Blusji? Jakiś problem?
-Nie mogę jej dobudzić, Gabrielle. A to przecież ona ma się zająć...
-Nie przejmuj się. Następnym razem jak wystąpią jakieś problemy, po prostu zrób tak...
Poczułam jak coś gwałtownie zdziera ze mnie moje okrycie. Poczułam piekący chłód. Zerwałam się z pianą na pysku i wściekłością w oczach.
-Nigdy więcej tego nie rób! Nie mogę już się nawet porządnie wyspać? Co, tania siła robocza ja jestem? Wędrujemy już od kilku miesięcy, chcę mieć chociaż jeden dzień dla siebie...!
Umilkłam, kiedy zobaczyłam, kto przede mną stoi; Gabrielle patrzyła na mnie z chłodnym zdumieniem, a obok niej czekały jeszcze dwie postacie-Blusji, która lekko skuliła się w sobie przez moje wrzaski i pewna nieznana mi wadera. Sprzałam na alfę z lekkim wstydem i zażenowaniem, ale również i z ciekawością. Wyprostowałam uszy i opuściłam ogon.
-Przep... przepraszam Gabrielle-mruknęłam. Wilczyca lekko skinęła głową.
-To jest Euphoria. Dołączyła do watahy w nocy. Chciałabym, abyście nieco rozejrzały się po okolicy.
Skinęłam głową, spoglądając na nową członkinię. Podałam jej łapę.
-Netir-mruknęłam, uciekając wzrokiem. Nadal paliłam się ze wstydu, ale starałam się to ukryć.
-Euphoria-uścisnęła ją.
Poszłam odwiązać Dektyt od słupa i wyszłyśmy na zewnątrz jaskini.
<Euphoria?>
czwartek, 13 sierpnia 2015
Od Netir, cd. Boris
Ichi wparował tu, nawet nie wiem skąd. Kiedy odlepił się od Borisa, przysunął się do mnie, cmokając mnie głośno w policzek.
-Netir!
-Ichi...-objęłam go jedną łapą na krótki moment. W sumie dało się go lubić... Na swój sposób był normalny...-idziesz z nami na zebranie? Ah, no i Boris, wszystkiego naj-jego też uściskałam
-Dzięki-mruknął
-Zabranie! Tyle wilków do kochania w koło!-Ichi'emu zaświeciły się oczy.
-Tak, właśnie. Idziesz?
-Oczywiście, że tak, panienko!
Ruszyliśmy więc tym razem we trójkę. Ichi cały czas coś gadał, zachodził znienacka króliki i je tulił, gadał z ptakami... Uśmiechnęłam się mimowolnie. Ciekawe co musiał czuć taki zajączek, kiedy przytulał się do niego potencjalny konsument?
<Boris, Ichi?>
-Netir!
-Ichi...-objęłam go jedną łapą na krótki moment. W sumie dało się go lubić... Na swój sposób był normalny...-idziesz z nami na zebranie? Ah, no i Boris, wszystkiego naj-jego też uściskałam
-Dzięki-mruknął
-Zabranie! Tyle wilków do kochania w koło!-Ichi'emu zaświeciły się oczy.
-Tak, właśnie. Idziesz?
-Oczywiście, że tak, panienko!
Ruszyliśmy więc tym razem we trójkę. Ichi cały czas coś gadał, zachodził znienacka króliki i je tulił, gadał z ptakami... Uśmiechnęłam się mimowolnie. Ciekawe co musiał czuć taki zajączek, kiedy przytulał się do niego potencjalny konsument?
<Boris, Ichi?>
środa, 12 sierpnia 2015
Od Netir, cd. Boris
Zmarszczyłam brwi.
-Gabrielle kazała przekazać, że jest zebranie. Odnośnie wyprowadzki-mruknęłam i miałam zamiar wyjść, gdy ktoś złapał mnie za łapę.
-Jakiej wyprowadzki?
-Wynosimy się na inne tereny. Więcej będzie na zebraniu.
Chyba raczej nie spodziewał się takiej informacji...
<Boris?>
-Gabrielle kazała przekazać, że jest zebranie. Odnośnie wyprowadzki-mruknęłam i miałam zamiar wyjść, gdy ktoś złapał mnie za łapę.
-Jakiej wyprowadzki?
-Wynosimy się na inne tereny. Więcej będzie na zebraniu.
Chyba raczej nie spodziewał się takiej informacji...
<Boris?>
czwartek, 30 lipca 2015
Od Netir, cd. Wenox
-Są wyjątkowo duże-pokazałam mu łapy pełne bursztynów.
-Jak to się dzieje, że są takie wielkie?
-Sama nie wiem... Musiałbyś się spytać Gabrielle. Ona wie o wiele więcej ode mnie. Wiesz, że założyła Watahę przy Jeziorze Szmaragdów?
-Na prawdę... Będę musiał ją o to sptać.
-Spójrz... zachód słońca-usiadłam na piasku, a woda obmywała mi łapy coraz mocniej.
-Macie przypływy wieczorami?
-Zazwyczaj...
<Wenox?>
-Jak to się dzieje, że są takie wielkie?
-Sama nie wiem... Musiałbyś się spytać Gabrielle. Ona wie o wiele więcej ode mnie. Wiesz, że założyła Watahę przy Jeziorze Szmaragdów?
-Na prawdę... Będę musiał ją o to sptać.
-Spójrz... zachód słońca-usiadłam na piasku, a woda obmywała mi łapy coraz mocniej.
-Macie przypływy wieczorami?
-Zazwyczaj...
<Wenox?>
czwartek, 23 lipca 2015
Od Netir, cd. Wenox
Położyłam się na futrach, owijając w skóry. Mijał czas. Minuty i sekundy, a ja przewracałam się w łóżku z boku na bok. Nie mogłam zasnąć. Westchnęłam i ułożyłam się na plecach, patrząc w sufit. W końcu postanowiłam kopnąć się na tę plażę.
,,Bo czemu nie?"
Odrzuciłam kołdrę i szybko rzuciłam okiem na Dektyt. Po chwili wyszłam z jaskini i ruszyłam na plażę.
Ujrzałam Wenox'a goniącego ptaki. Rzuciłam sięza nim, również strasząc gołębie. Zorientował się o mojej obecności dopiero wtedy, gdy wpadliśmy na siebie
<Wenox :3>
,,Bo czemu nie?"
Odrzuciłam kołdrę i szybko rzuciłam okiem na Dektyt. Po chwili wyszłam z jaskini i ruszyłam na plażę.
Ujrzałam Wenox'a goniącego ptaki. Rzuciłam sięza nim, również strasząc gołębie. Zorientował się o mojej obecności dopiero wtedy, gdy wpadliśmy na siebie
<Wenox :3>
Od Netir, cd. Kebur
Dziwne było to, jak się na mnie patrzył. Ale jego głos był milszy.
-Wiesz, że jesteś na terenach mojej watahy?
-Na prawdę? Wybacz...
To już było dziwne. Najpierw mi odpyskowuje, a potem podkłada się.
-Może... chciałbyś dołączyć?
<Kebur? Sorry, że takie krótkie, ale... O kogo ci chodziło? Jeśli o Hik, to ona jest nieobecna i zajęta xD>
-Wiesz, że jesteś na terenach mojej watahy?
-Na prawdę? Wybacz...
To już było dziwne. Najpierw mi odpyskowuje, a potem podkłada się.
-Może... chciałbyś dołączyć?
<Kebur? Sorry, że takie krótkie, ale... O kogo ci chodziło? Jeśli o Hik, to ona jest nieobecna i zajęta xD>
wtorek, 21 lipca 2015
Od Netir, cd. Ti-enne
-Keazan?!-potrząsnęłam basiorem. Nie odpowiadał. Byłam przestraszona. Wtedy do pokoju wbiegła Anabeth z Toshiro.
-Netir, musisz wyjść.
-Nie!
-Net...
-Nie! Nie ma mowy!
Niestety, mój upór na nic się zdał. Toshiro wyprowadził mnie, a potem zamknął drzwi. Rozejrzałam się. Nigdzie nie było Ti.
Usiadłam przed salą, czekając na to co się stanie. Wpatrywałam się w zegar na ścianie. Nagle usłyszałam znaome głosy. Już miałam wstać, gdy nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłam Keazana na łóżku. Chyba gdzieś się z nim spieszyli.
-Ann? Co z nim?
-Konieczna będzie operacja.
-Co? Poważna?
-Musimy zatamować krwotok wewnętrzny. Jedna z żył została uszkodzona, a kiedy się miotał mogło dojść do wylewu krwi.
Przystanęłam, próbując zanotować te informacje. Nagle poczułam czyjś łapę na ramieniu. Była to...
<Gab? Ti?>
-Netir, musisz wyjść.
-Nie!
-Net...
-Nie! Nie ma mowy!
Niestety, mój upór na nic się zdał. Toshiro wyprowadził mnie, a potem zamknął drzwi. Rozejrzałam się. Nigdzie nie było Ti.
Usiadłam przed salą, czekając na to co się stanie. Wpatrywałam się w zegar na ścianie. Nagle usłyszałam znaome głosy. Już miałam wstać, gdy nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłam Keazana na łóżku. Chyba gdzieś się z nim spieszyli.
-Ann? Co z nim?
-Konieczna będzie operacja.
-Co? Poważna?
-Musimy zatamować krwotok wewnętrzny. Jedna z żył została uszkodzona, a kiedy się miotał mogło dojść do wylewu krwi.
Przystanęłam, próbując zanotować te informacje. Nagle poczułam czyjś łapę na ramieniu. Była to...
<Gab? Ti?>
poniedziałek, 20 lipca 2015
Od Netir, cd. Wenox
-To Har, Namarii, Tche, a Dektyt karmi właśnie Lyra.
-Ładne imiona...
-Tak, wiem.
-Z kim sadziłaś te rośliny?
-Pomagała mi Ti-enne. A kłody wzięłam od Złotego Siekacza, szefa pobliskiej tamy.
-No i ja pomogłem stawiać ci ściany.
-Yhym. Dziękuję ci bardzo. Ale jeszcze woliera, ale kłody do niej będą po jutrze.
<Wenox?>
-Ładne imiona...
-Tak, wiem.
-Z kim sadziłaś te rośliny?
-Pomagała mi Ti-enne. A kłody wzięłam od Złotego Siekacza, szefa pobliskiej tamy.
-No i ja pomogłem stawiać ci ściany.
-Yhym. Dziękuję ci bardzo. Ale jeszcze woliera, ale kłody do niej będą po jutrze.
<Wenox?>
niedziela, 19 lipca 2015
Od Netir, cd. Ti
Przeciągnęłam się, prostują łapy i wyginając grzbiet.
-Zamówiłam kłody u Złotego Siekacza.
-Zapłaciłaś mu?
-Tak. Ten woreczek ze skóry dzika, który leżał na pergaminie.
-Dobrze... Coś jeszcze?
-Nie, ale możemy poprosić Gabrielle lub Tosha o pomoc w cięciu drewna. Mają smoki.
Spojrzałam na rodzinkę sokołów. Hermes wylatywał z klatki, a Dektyt karmiła dalej młode, rozszarpując rybę na kawałki.
-Chyba rzeczywiście Hermes jest ich ojcem-mruknęłam-dobra, teraz trzeba pozdobywać żywe rośliny i korzenie, żeby miały teren...
<Ti?>
-Zamówiłam kłody u Złotego Siekacza.
-Zapłaciłaś mu?
-Tak. Ten woreczek ze skóry dzika, który leżał na pergaminie.
-Dobrze... Coś jeszcze?
-Nie, ale możemy poprosić Gabrielle lub Tosha o pomoc w cięciu drewna. Mają smoki.
Spojrzałam na rodzinkę sokołów. Hermes wylatywał z klatki, a Dektyt karmiła dalej młode, rozszarpując rybę na kawałki.
-Chyba rzeczywiście Hermes jest ich ojcem-mruknęłam-dobra, teraz trzeba pozdobywać żywe rośliny i korzenie, żeby miały teren...
<Ti?>
Od Netir, cd. Ti-enne
-Nie spałam dziś. Przeliczanie tego zajęło mi całą noc-wskazałam na czysty pergamin. Wadera chwyciła zwój.
-Wow. Wymiary, przeliczenie na kłody, metry, centymetry... Koszty, terytoria. Dziewczyno, skąd ty masz taką rozwiniętą matematykę?
-Nie wiem. Głowa mnie boli-pomasowałam skronie, przymykając oczy.
-Ty się prześpij, a ja postaram się popilnować Dektyt i piskląt, oraz załatwić to i owo, dobrze?
<Ti?>
-Wow. Wymiary, przeliczenie na kłody, metry, centymetry... Koszty, terytoria. Dziewczyno, skąd ty masz taką rozwiniętą matematykę?
-Nie wiem. Głowa mnie boli-pomasowałam skronie, przymykając oczy.
-Ty się prześpij, a ja postaram się popilnować Dektyt i piskląt, oraz załatwić to i owo, dobrze?
<Ti?>
Od Netir, cd. Ti-enne
-Dziwne. Dektyt raczej nie pozwala się zbliżać nikomu obcemu do piskląt.
Ti-enne zaczerpnęła mocno powietrza.
-A jeśli to ich ojciec?
-Co?-zapytałam zdziwiona.
-No... skoro daje się mu zbliżać...
-Wątpię. Chyba, że... Nie wiem. Ale byłoby ciężko...-potarłam łapą oczy. Skreśliłam kolejne działanie z pergaminu i zapisałam kilka słów na czystym zwoju.
<Ti?>
Ti-enne zaczerpnęła mocno powietrza.
-A jeśli to ich ojciec?
-Co?-zapytałam zdziwiona.
-No... skoro daje się mu zbliżać...
-Wątpię. Chyba, że... Nie wiem. Ale byłoby ciężko...-potarłam łapą oczy. Skreśliłam kolejne działanie z pergaminu i zapisałam kilka słów na czystym zwoju.
<Ti?>
Od Netir, cd. Wenox
-No... Idę do znajomych bobrów... Mam zamiar powiększyć klatkę o 40 metrów sześciennych i dodać na zewnątrz wolierę, która będzie miała ich o 10 więcej...
-Wow. Będziesz mieć dużo roboty... Ile ich jest?
-Tak. Czwórka. Dwa samce i dwie samice. Do taszczenia pali użyję mojej klaczy, Julii. Do stawiania ich również. Ale każda łapa się przyda.
<Wenox?>
-Wow. Będziesz mieć dużo roboty... Ile ich jest?
-Tak. Czwórka. Dwa samce i dwie samice. Do taszczenia pali użyję mojej klaczy, Julii. Do stawiania ich również. Ale każda łapa się przyda.
<Wenox?>
Od Netir, cd. Wenox
Poczułam ból w uchu. Machinalnie pogłaskałam Dektyt, która domagała się uwagi.
W jaskini czekała mnie miła niespodzianka-okryte kocem jaja pękły, ruszając się coraz mocniej.
Wetknęłam łeb przez małe drzwi, odgarniając skórę. Moja sokolica krzątała się przy jajach, próbując pomóc pisklakom wydostać się na świat. Kiedy opadły pierwsze skorupki, z resztek jaj zaczęło gramolić się coś mokrego, oślizgłego i szarawego. W końcu rozpoznałam w niech małego ptaszka. Był okropny. Ale Dektyt najwyraźniej niewiele to przeszkadzało. Zaczęła skakać wokół maleństwa, a reszta jaj powoli pękała. W końcu wykluły się cztery malutkie ptaszki. Z radością stwierdziłam, że to dwie samiczki i dwa samce.
Wyciągnęłam głowę z drewnianego domku, który służył sokolicy za kryjówkę i przeszłam przez ogromną klatkę. Wyszłam i zaciągnęłam rygiel. Westchnęłam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaraz potem do głowy przyszło mi kilka problemów, które trzeba będzie rozwiązać; nawet jeśli bym starała się nie wiadomo jak, ta klatka będzie o wiele za mała dla piątki sokołów. Nie dam rady zapewnić im tyle ruchu, żeby wszystkie były zdrowe.
Weszłam do głównej komory jaskini, siadając przy dużym, płaskim kamieniu. Wzięłam pergamin oraz pióro, które zamoczyłam w zagęszczonym soku z porzeczek. Zaczęłam przeliczać potrzebne rozmiary klatki. Obecna jej wielkość wystarczała dla dwóch, maksymalnie trzech sokołów. Trzeba będzie powiększyć ją dwukrotnie, dodając trochę miejsca dla terytorialnych samców. A kiedy dorosną trzeba je będzie oddzielić od samic...
Ułożyłam głowę na łapach, masując sobie okolice oczu. Jakie będzie rozwiązanie? Nie mogę trzymać ich wszystkich, bo nie będę w stanie zapewnić im warunków. Odpada też wypuszczenie ich na wolność przed ukończeniem trzech lat, bo nie będą dorosłe.
Westchnęłam. Jedyne możliwe rozwiązanie to oddanie lub sprzedanie ich innym wilkom z watahy...
Zapisałam kilka notatek na pergaminie. Miałam zamiar powiększyć półtora krotnie klatkę i wybudować zewnętrzną wolierę, nieco większą niż aktualna klatka. Tylko jak ja to, do cholery, sama wybuduję?
Westchnęłam znowu. Trzeba zająć się czymś innym, przyjemniejszym-wymyślaniem imion dla maluchów... Dwie samiczki i dwa samce... Hymm...
Zapisałam kilkanaście imion, przeczytałam listę parę razy i wykreśliłam kilka propozycji. Pod koniec zostały tylko- Lyra, Namarii, Tache i Har. Znów zajrzałam do maluchów. Teraz były suche i puszyste.

<Wenox?>
W jaskini czekała mnie miła niespodzianka-okryte kocem jaja pękły, ruszając się coraz mocniej.
Wetknęłam łeb przez małe drzwi, odgarniając skórę. Moja sokolica krzątała się przy jajach, próbując pomóc pisklakom wydostać się na świat. Kiedy opadły pierwsze skorupki, z resztek jaj zaczęło gramolić się coś mokrego, oślizgłego i szarawego. W końcu rozpoznałam w niech małego ptaszka. Był okropny. Ale Dektyt najwyraźniej niewiele to przeszkadzało. Zaczęła skakać wokół maleństwa, a reszta jaj powoli pękała. W końcu wykluły się cztery malutkie ptaszki. Z radością stwierdziłam, że to dwie samiczki i dwa samce.
Wyciągnęłam głowę z drewnianego domku, który służył sokolicy za kryjówkę i przeszłam przez ogromną klatkę. Wyszłam i zaciągnęłam rygiel. Westchnęłam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Zaraz potem do głowy przyszło mi kilka problemów, które trzeba będzie rozwiązać; nawet jeśli bym starała się nie wiadomo jak, ta klatka będzie o wiele za mała dla piątki sokołów. Nie dam rady zapewnić im tyle ruchu, żeby wszystkie były zdrowe.
Weszłam do głównej komory jaskini, siadając przy dużym, płaskim kamieniu. Wzięłam pergamin oraz pióro, które zamoczyłam w zagęszczonym soku z porzeczek. Zaczęłam przeliczać potrzebne rozmiary klatki. Obecna jej wielkość wystarczała dla dwóch, maksymalnie trzech sokołów. Trzeba będzie powiększyć ją dwukrotnie, dodając trochę miejsca dla terytorialnych samców. A kiedy dorosną trzeba je będzie oddzielić od samic...
Ułożyłam głowę na łapach, masując sobie okolice oczu. Jakie będzie rozwiązanie? Nie mogę trzymać ich wszystkich, bo nie będę w stanie zapewnić im warunków. Odpada też wypuszczenie ich na wolność przed ukończeniem trzech lat, bo nie będą dorosłe.
Westchnęłam. Jedyne możliwe rozwiązanie to oddanie lub sprzedanie ich innym wilkom z watahy...
Zapisałam kilka notatek na pergaminie. Miałam zamiar powiększyć półtora krotnie klatkę i wybudować zewnętrzną wolierę, nieco większą niż aktualna klatka. Tylko jak ja to, do cholery, sama wybuduję?
Westchnęłam znowu. Trzeba zająć się czymś innym, przyjemniejszym-wymyślaniem imion dla maluchów... Dwie samiczki i dwa samce... Hymm...
Zapisałam kilkanaście imion, przeczytałam listę parę razy i wykreśliłam kilka propozycji. Pod koniec zostały tylko- Lyra, Namarii, Tache i Har. Znów zajrzałam do maluchów. Teraz były suche i puszyste.
<Wenox?>
piątek, 10 lipca 2015
Od Netir, cd. Wenox
-Ta. Jasne.
-O co ci chodzi?
-Słuchaj, jeśli nie pasuje ci, że ci wierzę to najlepiej oddaj się w ich łapy. Powiedziałam przecież ,,jasne".
-Ale sarkastycznie.
-No i co z tego? Typowa zasada; nie chcesz skończyć z czyimiś zębami w tyłku to nie wierz nikomu obcemu. I tyle-odburknęłam, nadal dysząc po dość długim biegu.
<Wenox?>
-O co ci chodzi?
-Słuchaj, jeśli nie pasuje ci, że ci wierzę to najlepiej oddaj się w ich łapy. Powiedziałam przecież ,,jasne".
-Ale sarkastycznie.
-No i co z tego? Typowa zasada; nie chcesz skończyć z czyimiś zębami w tyłku to nie wierz nikomu obcemu. I tyle-odburknęłam, nadal dysząc po dość długim biegu.
<Wenox?>
czwartek, 9 lipca 2015
Od Netir, cd. Wenox
-...Netir-dokończyłam. Basior dziwnie się mi przyglądał. Nagle usłyszeliśmy wycie. Odwróciłam się z cichym krzykiem.
-To mi się nie podoba.
-Niedaleko są tereny mojej watahy. Dobiegniemy-powiedziałam szybko i zagwizdałam, wyciągając łapę, na której usiadła moja sokolica. Spojrzała na basiora czarnymi oczami-wyślę ją na zwiady...
-Aż tak jest wytresowana?
-Um... Zobaczymy. Ćwiczenia były, teraz praktyki-wyrzuciłam ptaka w górę, gwiżdżąc. Sokół mocno uderzył skrzydłami powietrze, wzbijając się ponad drzewa. Kiedy zniknęła, ruszyliśmy biegiem, niemalże na oślep. Usłyszeliśmy kolejne wycie. Przyspieszyliśmy tempo.
Względną ciszę rozdarł wrzask drapieżnego ptaka. Spojrzałam w górę, nade mną szybowała skrzydlata sylwetka. Na łapkach zobaczyłam dwa zielone liście-umówiony znak niebezpieczeństwa. Jeden oznaczał tylko tyle. że wilki są przy terenach. Dwa oznaczały pościg.
-Szybko, nie mamy czasu, śledzą nas i wiedzą gdzie jesteśmy!-krzyknęłam do basiora.
<Wenox?>
-To mi się nie podoba.
-Niedaleko są tereny mojej watahy. Dobiegniemy-powiedziałam szybko i zagwizdałam, wyciągając łapę, na której usiadła moja sokolica. Spojrzała na basiora czarnymi oczami-wyślę ją na zwiady...
-Aż tak jest wytresowana?
-Um... Zobaczymy. Ćwiczenia były, teraz praktyki-wyrzuciłam ptaka w górę, gwiżdżąc. Sokół mocno uderzył skrzydłami powietrze, wzbijając się ponad drzewa. Kiedy zniknęła, ruszyliśmy biegiem, niemalże na oślep. Usłyszeliśmy kolejne wycie. Przyspieszyliśmy tempo.
Względną ciszę rozdarł wrzask drapieżnego ptaka. Spojrzałam w górę, nade mną szybowała skrzydlata sylwetka. Na łapkach zobaczyłam dwa zielone liście-umówiony znak niebezpieczeństwa. Jeden oznaczał tylko tyle. że wilki są przy terenach. Dwa oznaczały pościg.
-Szybko, nie mamy czasu, śledzą nas i wiedzą gdzie jesteśmy!-krzyknęłam do basiora.
<Wenox?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)