sobota, 24 stycznia 2015

Od Sabine, cd. Boris + zadanie nr I

- No wiesz,, Boris ja chętnie lecz muszę się Gabrielle spytać czy mogę...a jak tak, to oczywista oczywistość, że z tobą pójdę. - Puściłam mu oczko. - Wracam do siebie. Nara!
Wróciłam do jaskini i zasnęłam...

Następnego dnia
~~~~~~~~~~~~~~

Szłam na spacer, kiedy spotkałam waderę z czwórką szczeniąt. Widać było że sobie nie radziła.
- Przepraszam...? Mogłabym jakoś pomóc?
- Och witaj...Jestem Jo. Bardzo bym prosiła o pomoc...muszę coś pilnie załatwić a nie mogę upilnować szczeniaków. Możesz się nimi zająć przez godzinkę?
- Noo...oczywiście.
- Dziękuje bardzo. - Spojrzała na szczeniaki. - Dzieci słuchajcie się...
- Sabine.
- Słuchajcie się Sabine ja za godzinę wracam!
Odbiegła bez słowa. Ja zostałam z młodymi.
- No dobra maluchy, idziemy!
Jak grochem o ścianę normalnie...nie słuchają.
- Idziemy mówię! - Krzyknęłam stanowczo. Wtedy się uspokoiły i poszliśmy do jaskini (oczywiście nie mojej )

10 minut później
~~~~~~~~~~~~~~

Szczeniaki latały w kółko i żyć mi nie dawały...wtedy zobaczyłam że dwóch nie ma. Widziałam jak biegły w stronę urwiska.
- KLAUDYNA, ZIÓŁKO WRACAJCIE!!!
Pobiegłam do nich szybko i zatrzymałam.
- O matko...było blisko...Do jaskini, ale już!
Ale te mnie nie słuchały i dalej biegały w kółko.
- O boże drogi... - Spojrzałam do jaskini...i dwójki nie było. Zobaczyłam ich...NA DRZEWIE. - FĄFEL, KSIĘŻNICZKA ZŁAŹCIE DO MNIE ALE JUŻ!
Szczeniaki zeszły.
- Dobra wracamy!
Wróciliśmy do jaskini ale po drodze je zgubiłam...bawiły się na ulicy.
- WRACAĆ DO MNIE NATYCHMIAST!
Podbiegłam do nich i zgarnęłam z ulicy.
- Dłużej z wami nie wytrzyyyyyymaaaam! *rozpaczliwy krzyk*
Wtedy zobaczyłam Jo. Skoczyłam do jej łap.
- BOGOM DZIĘKI ŻE WRÓCIŁAŚ!!!
- Coś się stało?
- S...Skąd! Po prostu...strasznie za tobą tęskniły...hehe...to ja spadam!
Uciekłam jak najdalej powtarzając w myślach "Byle jak najdalej stąd...". Gdy dobiegłam do jaskini, wykończona wywaliłam się do mojego "łóżka" i zasnęłam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz