Usiadłam przy nim. Spojrzałam na
swoje rzeczy, jeszcze nierozpakowane. Zaczęłam się rozglądać po
jaskini. Moją uwagę przykuła skrzynia, otwarta i rozgrzebana.
Wstałam i odeszłam parę kroków. Nagle moja skrócona sukienka
zaczepiła o wystający korzeń. Zatrzymałam się i odczepiłam
tren. Po chwili zaczęłam uwalniać się z sukni ślubnej. Ułożyłam
ją na jednym z posłań. Soul obserwował co robię. Zajrzałam do
skrzyni. Po chwili poczułam obok siebie oddech basiora.
-Zniknęły mapy i juki-stwierdził,
nagle twardym głosem-oraz parę jej książek.
Odwrócił się i zajrzał do spiżarni.
-I kilka udźców jelenich-krzyknął.
Obejrzałam dokładnie okolice skrzyń. W końcu zaparłam się i
odsunęłam ją. Nic. Jeszcze raz obeszłam jaskinię, Soul też.
Nagle stanęłam jak wryta. Mój mąż, który szedł za mną, ale
miał obróconą głowę, o mało nie wpadł na mnie.
-Co jest?-zapytał ze zdziwieniem.
Wyjrzał zza mnie. Na nieubitym piachu widniały ślady wilczych łap.
Przyłożyłam swoją. Odciski były za małe, w dodatku prowadziły
Z jaskini NA zewnątrz. Soul też nadepnął koło tropu, co było w
sumie nie potrzebne-miał jeszcze większe łapy ode mnie.
Spojrzeliśmy po sobie.
-Chyba mamy trop-stwierdził. Schylił
się i powąchał-I w dodatku świeży.
<Soul?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz