poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Borisa, wyprawa dzień 2


zima 10.01.2015
Obudziłem się rano. Gabrielle poprosiła mnie żebym wyjął węgiel drzewny z ogniska. Gdy go wyjąłem Gabrielle nakładała mi okład na nos. Natomiast Anabeth stała już zaprzęgnięta do sań. Gabrielle stała na samym przodzie, Anabeth po środku a ja zamykałem obchód. Ubrałem bluzę od siostry i ruszyłem za nimi. Żeby się porozumieć musieliśmy się wydzierać. Dookoła nas biegały śnieżne kozy . Nagle Gabrielle coś krzyknęła ale ja nie dosłyszałem. Przed nami pojawił się wielki lodowy olbrzym. Gabrielle rzuciła mu się na rękę.
- Ee Boris.. - szepnęła Anabeth
- Ta?
- Co rob.. - rzuciliśmy się mu na nogi
Po kilku minutach ciężkiej wali potwór padł na ziemię .
-Uffff
Na szczęście nikt nie poniósł żadnych poważnych ran. Zatrzymaliśmy się tutaj na noc. Gabrielle i Anabeth już śpią a ja teraz piszę w moim dzienniku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz