poniedziałek, 12 stycznia 2015

Od Gaabrielle, wyprawa dzień 4


Dzień 4, 12.01.15 zima

Dziś pozwoliliśmy sobie na dłuuugie spanie-do 10. Łapy strasznie mnie bolą. Na szczęście mamy to dziwne stworzenie. Jest to smok, tylko Bóg wie jaki. W każdym mąć razie silny i szybki. Wygląda mi na samicę. Ale pewności nie mam, z nimi (smokami) nic nie wiadomo. W sumie, to nawet miłe stworzonko. Chyba było ostro bite-łuski są mocno po uszkadzane. Kiedy tylko wyszliśmy z krainy Morfeusza, upiekliśmy sobie kilka kawałków mięsa. Zapasy zaczynały się kurczyć. I chrust. Zostało mi parę węgielków, więc nie będzie tak źle. Zaniosłam smoczycy kawał jeleniego mięsa. Zawiązałam powróz na szyi, ale odwiązałam linę w pysku i wyjęłam wędzidło. Zjadła ze smakiem. Wczoraj Anabeth wspięła się na drzewo, aby przebadać okolicę. Spostrzegła parę jaj. Żaden wilk ich nie lubi, ale wzięła kilka dla smoka. Roztłukłam je na kamieniu i przyniosłam zwierzęciu. Chyba się ucieszyło. Zlizało żółtko i białko z wielkim smakiem. Wytłukłam więc jeszcze dwa pozostałe jaja. Skorupki położyłam obok. Okazało się, że o wiele bardziej jej smakują. Wróciłam wtedy do jaskini. Oczywiście wcześniej włożyłam jej kiełzno i zawiązałam paszczę. Trochę się opierała, ale dała się przekupić za jeszcze jedno jajo, które sobie zlizała. Obudziłam Anabeth, która smacznie spała. Zaczęliśmy się zbierać. Boris przysiadł wczoraj nad uprzężą i przebudował ją tak, aby była wygodniejsza dla naszego dino-cosia. Zarzuciliśmy chrust na sanie, oraz przewiązaliśmy go skórami. Drewna zostało tak mało, że mieściliśmy się z pakunkami. Razem z Ann i Borisem przyciągnęliśmy sanie. Anabeth trzymała smoka, a ja z basiorem zakładaliśmy jej uprząż. Obcierają trochę na piersi, więc podłożyliśmy futro. Odwiązałam ją i świsnęłam batem. Nie gnała zbyt szybko, nie musieliśmy się szybko oddalać. Jednak mimo wszystko poruszaliśmy się szybciej niż na własnych łapach. Chyba uda nam się przybyć do domu dzień wcześniej. Skombinowałam żaroodporne ,,gniazdo". Wykonałam je z paru smoczych łusek, znalezionych po drodze. Każda wielkości mojej głowy. Do jednej wsypaliśmy żar z ogniska, a pozostałymi trzema okrywaliśmy górę i boki.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz