Dzień 4, 12.01.15 zima
Dziś pozwoliliśmy sobie na dłuuugie
spanie-do 10. Łapy strasznie mnie bolą. Na szczęście mamy to
dziwne stworzenie. Jest to smok, tylko Bóg wie jaki. W każdym mąć razie silny i szybki. Wygląda mi na samicę. Ale pewności nie mam,
z nimi (smokami) nic nie wiadomo. W sumie, to nawet miłe stworzonko.
Chyba było ostro bite-łuski są mocno po uszkadzane. Kiedy tylko
wyszliśmy z krainy Morfeusza, upiekliśmy sobie kilka kawałków
mięsa. Zapasy zaczynały się kurczyć. I chrust. Zostało mi parę
węgielków, więc nie będzie tak źle. Zaniosłam smoczycy kawał
jeleniego mięsa. Zawiązałam powróz na szyi, ale odwiązałam linę
w pysku i wyjęłam wędzidło. Zjadła ze smakiem. Wczoraj Anabeth
wspięła się na drzewo, aby przebadać okolicę. Spostrzegła parę
jaj. Żaden wilk ich nie lubi, ale wzięła kilka dla smoka.
Roztłukłam je na kamieniu i przyniosłam zwierzęciu. Chyba się
ucieszyło. Zlizało żółtko i białko z wielkim smakiem. Wytłukłam
więc jeszcze dwa pozostałe jaja. Skorupki położyłam obok.
Okazało się, że o wiele bardziej jej smakują. Wróciłam wtedy do
jaskini. Oczywiście wcześniej włożyłam jej kiełzno i zawiązałam
paszczę. Trochę się opierała, ale dała się przekupić za
jeszcze jedno jajo, które sobie zlizała. Obudziłam Anabeth, która
smacznie spała. Zaczęliśmy się zbierać. Boris przysiadł
wczoraj nad uprzężą i przebudował ją tak, aby była wygodniejsza
dla naszego dino-cosia. Zarzuciliśmy chrust na sanie, oraz
przewiązaliśmy go skórami. Drewna zostało tak mało, że
mieściliśmy się z pakunkami. Razem z Ann i Borisem przyciągnęliśmy
sanie. Anabeth trzymała smoka, a ja z basiorem zakładaliśmy jej
uprząż. Obcierają trochę na piersi, więc podłożyliśmy
futro. Odwiązałam ją i świsnęłam batem. Nie gnała zbyt szybko,
nie musieliśmy się szybko oddalać. Jednak mimo wszystko
poruszaliśmy się szybciej niż na własnych łapach. Chyba uda nam
się przybyć do domu dzień wcześniej. Skombinowałam żaroodporne ,,gniazdo". Wykonałam je z paru smoczych łusek, znalezionych po drodze. Każda wielkości mojej głowy. Do jednej wsypaliśmy żar z ogniska, a pozostałymi trzema okrywaliśmy górę i boki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz