sobota, 24 stycznia 2015

Od Ann, zadanie I

Wyszłam na przebieżkę. Nagle zauważyłam waderę z 4 szczeniakami. Podeszłam do niej.
- Dzień... Lock! Do mnie! Dobry...
- Witam.
- Pomóc jakoś?
- Naprawdę nie trzeba....Emma!
- Widzę, że trzeba. Nalegam.
- No dobrze...Mogłabyś się zająć moimi szczeniakami? Muszę załatwić kilka... Mini! spraw.
- Jasne.
- Dziękuję bardzo! A... przyjdę po nie jutro nad ranem...Przy takim zielonym jeziorze.
- Oczywiście! Do widzenia!
Wilczyca odbiegła.
- Eee! Dzieci!
Szczeniaki podeszły...nie wróć, przybiegły, przyskakały do mnie.
- Cześć jestem Anabeth.
- Emma, Lock, Mini, Brock! - krzyczały jeden przez drugiego.
- OK... Chcecie poznać mojego syna?
- TAAAK!
- To chodźcie.
Pobiegliśmy do mojej jaskini gdzie zastaliśmy Leona z Samem. Oczy mojego narzeczonego zrobiły się ogromne.
- Zaadoptowałaś je...?
- Nie! No coś ty! Zostaną tu do jutra.
- J...jasne.
- No dobrze szczeniaki! Idziemy nad wodospad?
- TAAK! - zawołała cała zgraja.
Znów użyliśmy łap do biegania a nie chodzenia. Po 3 minutach byliśmy na miejscu. Szczeniaki wpadły do jeziora jak huragan. Zaczęły się chlapać, krzyczeć itp. Po godzinie zaczęło się robić ciemno. Zawołałam całą 5 i poinformowałam, że wracamy. Odezwał się chór słowa "NIEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!" lecz spiorunowałam je wzrokiem i się poddały. Następnego dnia obudzona zostałam o 4.00. Biegaliśmy na łące i ganialiśmy króliki. Gdy nadszedł czas odprowadziłam je nad jezioro do mamy.
- I jak? - zapytała - Były grzeczne?
- Tak, były. Milusie dzieci. Trochę męczące ale...
- Dziękuję jeszcze raz.
- Nie ma za co!
- Oh jest, jest. Do widzenia.
- Do widzenia! - pomachałam na pożegnanie i wróciłam do jaskini.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz