sobota, 24 stycznia 2015

Od Mer

,,Dość... On mnie nie chce... Mam tego szczerze dość!!!"
Siedziałam nad brzegiem jeziora. Ile już tam leżałam? Nie ważne...czas przestał się liczyć... Potrafiłam myśleć tylko o nim i o tym, że nic nie mogę zrobić...
-Dlaczego miłość jest taka... dziwna? DLACZEGO?!- Warczałam histerycznie rzucając kamieniami w tafle wody
,,Dość tego! Uciekam dziś w nocy!"
Pobiegłam do jaskini. Chwyciłam kartkę papieru i napisałam krótki list, który kazałam doręczyć tacie. Następnie wzięłam mapy, juki, swoje książki oraz kilka jelenich udźców i wybiegłam poza tereny. Gdy przekraczałam rzekę ostatni raz spojrzałam na przyjazne tereny i od razu przebiegłam przez lodowatą wodę. Ruszyłam przed siebie, nagle zobaczyłam wielką maszynę kierująca się na mnie. Wydałam krzyk przerażenia i przebiegłam przez czarny twardy pas. Opuściłam ogon i zaczęłam iść cieniem kamiennej uliczki. Położyłam pod wielkim kamiennym budynkiem, próbowałam zasnąć...
Przez dobre 5 dni siedziałam w mieście, pod koniec 6-ego poważnie wychudzona zostałam zmuszona do powrotu do lasu. Sama nie miałam sił na polowanie... Skazana na pewną śmierć, położyłam się na klifie w ten sposób że moja głowa i przednie łapy dosłownie zawisły kilkanaście metrów nad ziemią. Nagle usłyszałam znajomy głos
-Boris?!- podniosłam głowę. Był to rzeczywiście Boris, za nim stał tata i Gabrielle
<Boris>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz