,,Dość... On mnie nie chce... Mam tego szczerze dość!!!"
Siedziałam nad brzegiem jeziora. Ile już tam leżałam? Nie ważne...czas
przestał się liczyć... Potrafiłam myśleć tylko o nim i o tym, że nic nie
mogę zrobić...
-Dlaczego miłość jest taka... dziwna? DLACZEGO?!- Warczałam histerycznie rzucając kamieniami w tafle wody
,,Dość tego! Uciekam dziś w nocy!"
Pobiegłam do jaskini. Chwyciłam kartkę papieru i napisałam krótki list,
który kazałam doręczyć tacie. Następnie wzięłam mapy, juki, swoje
książki oraz kilka jelenich udźców i wybiegłam poza tereny. Gdy
przekraczałam rzekę ostatni raz spojrzałam na przyjazne tereny i od razu
przebiegłam
przez lodowatą wodę. Ruszyłam przed siebie, nagle zobaczyłam wielką
maszynę kierująca się na mnie. Wydałam krzyk przerażenia i przebiegłam
przez czarny twardy pas. Opuściłam ogon i zaczęłam iść cieniem kamiennej
uliczki. Położyłam pod wielkim kamiennym budynkiem, próbowałam
zasnąć...
Przez dobre 5 dni siedziałam w mieście, pod koniec 6-ego poważnie
wychudzona zostałam zmuszona do powrotu do lasu. Sama nie miałam sił na
polowanie... Skazana na pewną śmierć, położyłam się na klifie w ten
sposób że moja głowa i przednie łapy dosłownie zawisły kilkanaście
metrów nad ziemią. Nagle usłyszałam znajomy głos
-Boris?!- podniosłam głowę. Był to rzeczywiście Boris, za nim stał tata i Gabrielle
<Boris>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz