- Jasne, kochanie. - przytuliłem ją
- To co teraz?
- Zabiorę cię na łąkę.
- Najpierw mnie złapiesz!
Ann zaczęła uciekać. Goniłem ją. Biegła szybko. Muszę się przyznać, ledwo
nadążałem. Gdy ją dogoniłem byliśmy przy łące. Dobiegliśmy do wzgórza i
przystanęliśmy. Nagle zostałem popchnięty. Złapałem Ann za tylną łapę i
tak razem się turlaliśmy. Pod wzgórzem złapałem ją i pocałowałem.
- Malinowy, jest ok - szepnąłem.
<Anabeth?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz