piątek, 9 stycznia 2015

Od Gabrielle-wyprawa, dzień I


Dzień pierwszy, zima, 09.01.2015

Wyruszyliśmy wczoraj i przeszliśmy ładny kawałek drogi. Nic się jednak nie działo, więc nie widziałam sensu na marnowanie swojej energii i pisanie o chodzeniu po lesie. Teraz siedzę w jaskini u stóp góry, przy ogniu i opisuję dzisiejszy dzień. Przeszliśmy naprawdę duży kawał drogi, ale musieliśmy dotrzeć dziś do tego miejsca. Wczoraj nocowaliśmy pod korzeniami wielkiego dębu. Z samego rana wyruszyliśmy w drogę. Teraz zbliża się jedenasta kwarta księżyca (czyli dwudziesta trzecia dla ludzi). Anabeth już przysypia, a Boris jeszcze się trzyma. Ja będę trzymać wartę do dwudziestej czwartej kwarty Księżyca, potem Ann, Boris, ja i tak dalej, aż do świtu. Robi się coraz chłodniej, więc założyliśmy już nasze ubrania na grzbiety. Zabarykadowaliśmy się w niedużej jaskini. Sanie z chrustem ustawiliśmy w głębi. Wyjęliśmy skóry i ułożyliśmy sobie jedno wielkie posłanie. Jest za zimno, aby spać osobno. Śpimy we trójkę. Na dworze leży śnieg, sięgający do połowy nóg. Mamy odmrożone łapy. Dorzuciliśmy kilka kłód, a ogień zajaśniał. Dobra, myślę, że wystarczy, Boris mdleje mi ze zmęczenia. Dzień pierwszy skończony. Jutro zaczynamy wspinaczkę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz