Dzień III, 11.01.15 zima

Dzisiejszy dzień był trudny.
Dotarliśmy na szczyt (za pomocą paru łyczków eliksiru skrzydeł).
Teraz grzejemy się przy ognisku, w którym spoczywa wielkie,
błękitne jajo. Na łapach mam opatrunki, a na grzbiecie zwęgloną
sierść. Ale od początku: Kiedy obudziliśmy się rano, była
czwarta. Szybko się zebraliśmy i ruszyliśmy. Tym razem to ja
ciągnęłam sanie. Szłam na przodzie, ślizgając się po lodzie i
śniegu. Pod wieczór dotarliśmy na szczyt. Była tak ogromna
jaskinia, a w niej wielki śpiący smok. Naszym celem była kupka jaj,
spoczywająca przy ogonie smoczycy. Leżała tak, aby ogrzewać je
ognistym oddechem. Nagle, wielkie stworzenie przebudziło się.
Spojrzała w naszą stronę i zaczęła głucho warczeć. Ale nie
chodziło jej o nas. Siedzieliśmy ukryci za skałą. Spojrzeliśmy w
tamtym kierunku. Ku jaskini nadciągały zwierzęta, podobne do
dinozaurów. Dałam znać Borisowi i Ann, żeby się nie
pokazywali-jeśli nas znajdą, zabiją. Zdjęłam uprząż i
przywiązałam sanie. Ziemia zatrzęsła się. Smoczyca wynurzała
się z jaskini. Była ogromna. Nagle, na klif wkroczył ogromny
czerwony smok. Wiedziałam co to. Urządzają obławę na gniazdo.
Zaniosą młode człowiekowi, a on sprzeda je, lub zabije dla łusek,
zębów lub kości. Wielkie zwierzę miało odciągnąć czujną
matkę, a te dinozaurowe stworzonka porwać je i uciekać do swojego
pana. Czerwony ryknął ogłuszająco. Biała samica odpowiedziała
tym samym. Zaczęli krążyć na przeciwko siebie. Co chwila rozlegał
się ich kolejny, ogłuszający wrzask. Nagle, samiec smoka (ten
czerwony) wykonał atak. Samica uniknęła go, ale odpowiedziała tym
samym. Rywal wzbił się w powietrze. Śniegowe zwierzę zrobiło to
samo. Odciągnął ją. Jak najdalej.

Teraz mniejsze smoki wyskoczyły zza
rogu. Podbiegły do gniazda i porwały po jednym jaju. Uciekły
natychmiast, został tylko jeden, niedoświadczony. Oglądał bardzo
uważnie młode smoka śniegu. Przekręcał głowę na prawo i lewo.
Wyjrzałam zza węgła. Posłańcy oddalili się. Młodziak chwycił
jajo w łapy. Jęknęłam. Młode straciło matkę; gdyby nawet
dinocoś odłożył je, matka zgniotłaby je, bo pachniałoby innym
smokiem, czyli, uchodziłoby za podrzutka. Dałam znać moim wilkom,
że zaraz ruszamy. Wyskoczyliśmy zza krzaków. Stworzenie wrzasnęło.
Otoczyliśmy je kręgiem. Czekaliśmy. Nagle, młody rozłożył
skrzydła Wzbił się parę centymetrów nad ziemię. Krzyknęłam.
Boris i Ann chwycili bestię za łapy i pociągnęli. Za wgryzłam się
w ogon. Stwór przekoziołkował i wylądował na grzbiecie. Jajo
wyleciało w powietrze. Skoczyłam i chwyciłam je w zęby. Dino zawył
i chuchnął ogniem na moje łapy. Powstrzymałam się od krzyku.
Obróciłam się do niego plecami. Po prostu, podczas skoku zrobiłam
obrót. Nasza ofiara znowu chciała chuchnąć, ale moi towarzysze
zamknęli mu paszczę. Nie było czasu na ubolewanie nad ranami.
-Musimy się zwijać-powiedziałam.
Dwunożną bestię zaprzęgliśmy do sań. Kawałem powroza
związaliśmy mu paszczę. Usiedliśmy w saniach. Trzasnęłam mu nad
głową kawałem sznura, zaczepionym do długiego patyka. Niezły
bacik. Sporządziliśmy na szybko rodzaj wędzidła, które
włożyliśmy mu w pysk. Z niego odbiegały dwie liny, wodze.
-Hija, wio!-krzyknęłam i trzasnęłam
go biczem. Powoziłam, a Ann i Boris pilnowali, aby jajo nie wypadło
i od czasu do czasu skrzyli na niego krzesiwem. To była szalona
jazda. Stworzenie biegło naprawdę szybko. Podskakiwaliśmy na
wybojach. Jechaliśmy tak godzinę. Łapy nam odmarzały, ale w końcu
znaleźliśmy jaskinię, dość daleko od smoczycy. Zeszliśmy z sań,
obolali od podskakiwania na wybojach i uderzania o drewniane
barierki. Wprowadziłam bestię do jaskini i odprzęgłam ją od sań.
Przywiązałam za to do grubej gałęzi. Przykryłam je również
futrem. Mruknęło z wdzięcznością i zasnęło natychmiast. My
sami jak najszybciej rozpaliliśmy ognisko i umieściliśmy w nim
jajo. Rozłożyliśmy się. Nagle, nad nami zawitała zorza polarna.
Wyszliśmy, aby ją zobaczyć. Nagle, kolorowe światła przeciął
kształr ptaka. Nie, nie... Ach, smoka! Żal mi było matki-smoczycy.
Ryczała żałośnie, krążąc nad szczytem wzgórza. Cieszyłam się
za to, że chociaż jej mlode przeżyje. Wróciliśmy do siebie,
chwilę porozmawialiśmy, ale wszyscy wzięli się do pisania w
dziennikach. Mimo tego, nie przerywaliśmy ożywionej dyskusji.
Dobra, zobaczymy jak będzie jutro. Wracamy do domu, tak się
stęskniłam! Matko, ale długa notatka!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz