Soul ruszył w tłum rozgadanych
wilków. Pociągnęłam go za łapę.
-Nie tutaj. Nie dadzą nam przejść.
Mimo, że są kochane, będą mnie zagadywać i chwalić, gratulować,
bla bla blaa. Tędy-szepnęłam i wskazałam gąszcze za nami. Basior
odwrócił się i ruszył w przeciwną stronę. Uciekliśmy z
przyjęcia.
-Czekaj-powiedział. Wyjął
chusteczkę, którą trzymał w stroju ślubnym, i zawiązał mi
oczy.
-Ej. Co robisz?-zaśmiałam się.
-Nie ważne-szepnął mi do ucha.
-A sukienka?-zmartwiłam się
-Ach. No to jeszcze chwilę możesz
popatrzeć-powiedział mój mąż i odwiązał mi oczy.
-Zaraz wracam-powiedziałam. Wbiegłam
jeszcze na chwilę na wesele. Zdjęłam welon, chwyciłam parę
agrafek, które przyniosłam ze sobą i podpięłam tren. Teraz
miałam na sobie krótką spódniczkę. Znowu wymknęłam się niezauważona. Wróciłam do Soul'a.
-No, teraz zawiąż-powiedziałam.
Znowu zapadły ciemności. Mój partner zaczął prowadzić mnie,
mówiąc ,,Uważaj, korzeń" lub ,,Schyl się, gałąź". W
końcu zatrzymaliśmy się.
<Soul?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz