ył piękny zimowy poranek. Szłem na spacer gdy zobaczyłem zbiór reniferów
i rozwalone sanie. Podbiegłem. Przepchnąłem się między nimi i
zobaczyłem Św. Mikołaja. Za pomocą renów zaniosłem go do jaskini.
Ocuciłem go. Okazało się że nic nie pamięta.
-Dzień dobry - powiedziałem
- Witaj .... kim jestem i co ja tu robię?!?!?!
- Jesteś świętym Mikołajem i chyba miałeś wypadek
- mam wielką dziurę w pamięci
Zrobiłem mu zimny okład . Później przygotowałem gulasz z resztek mięsa karibu.
- Proszę ..... jakby co jest bez trucizny - podałem mu powoli
- Dziękuje - zjadł w pośpiechu
- nie poniósł pan większych ran ?
- oprócz kilku siniaków - uśmiechnął się
- i kto teraz rozda prezenty dzieciom ?
- nie wiem
- narazie musi się pan kurować po wypadku , niedaleko widziałem opuszczoną stodołę zaprowadzę tam reny
- Dziękuje że mi pomagasz - odpowiedział z uśmiechem
- zaraz wracam - powiedziałem i o chwili odprowadzałem już reny do stodoły.
Po 15 minutach byłem już pod moją jaskinią. Gdy weszłem zobaczyłem Anabeth.
- Boris mam pytanko.....
- tak ?
- co u ciebie robi święty Mikołaj ?!?!?!
- miał wypadek a ja go tylko tutaj przyprowadziłem
- aha...... już go opatrzyłam na szczęście nie miał większych ran. Ale
musi się kurować przez kilka dni . Ale zdąży rozdać prezenty -
powiedziała z uśmiechem
Koniec części I
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz