Dzień VI, 14.01.15
Zgadnijcie, gdzie to piszę? Siedzę,
wtulona w Soul'a! Zagląda mi przez ramię. Nie mogę napisać, jak
się rozchorował, bo mi odbierze pióro.
Miałaś tego nie pisać!
No dobrze, nie gniewaj się. Dostał
buziaka, jest już ok. Tak strasznie się cieszę! Tęskniłam za tym
wszystkim. Niedługo nasz ślub! Z powodów oczywistych, nie
wyrobiliśmy się przed wyprawą. Niestety... Trudno, wesele nie
zając, nie ucieknie. Więc... Obyło się dziś bez większych
trudności. Jestem padnięta, bo wstaliśmy w środku nocy, tak aby
zdążyć przed czasem (wilki bardzo mnie o to prosiły). Ja chyba
też nie wytrzymałabym dłużej. Och, koniec. Nareszcie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz