sobota, 7 lutego 2015

Od Gabrielle, cd. Soul

Maluchy budziły nas dwa razy w nocy. Ale potem szybko zasypiały, więc nie było większego problemu. Niestety, kiedy ja zostałam obudzona, budził się również Soul. Były malutkie, a jednak krtań miały porządną-kiedy raz nie obudziłam się wystarczająco, zaczęły okropnie głośno piszczeć, domagając się jedzenia. Mimo wszystkiego, wstaliśmy wszyscy w miarę wyspani. Soul pomógł mi przenieść maluchy do pokoju, który dla nich wykopał, tak, abyśmy mieli trochę spokoju, bo ciągle albo ktoś łaził koło jaskini, wiele wilków przychodziło do alf, bo miały różne sprawy, kiedy Boris odprowadzał Mer, długo rozmawiali i się śmiali. Mimo, że maluchy były jeszcze głuche i ślepe, woleliśmy, aby się do tego przyzwyczaiły. Po za tym ja też chciałam mieć nieco spokoju.  Pomagała nam oczywiście Mer, więc sprawa przenosin została szybko załatwiona. Było mnóstwo pisku, bo maluchom nie podobało się, że ich źródło ciepła (czyli ja) raczyło wstać i wziąć je po pyska. Nie spodziewałam się również, że tak szybko zaczną pokazywać się ich charaktery; Mile pchała się  pierwsza do mleka, jeśli coś co było jej rodzeństwem przeszkodziło w wyścigu do jedzenia, gryzła bezzębnymi szczękami. Kiere zwykle wpełzała między moje przednie łapy i wtulała się w sierść. Silver trzymał się bardziej na uboczu, chociaż nie aż tak-u młodych wilczków kiepsko jeszcze z ocieplaniem ciała, więc gromadka rodzeństwa zawsze tuliła się do siebie, a Mile zawsze walczyła o najbliższe stanowisko koło mnie. Mimo to, zawsze starałam się trzymać je blisko siebie, każde. Szczególnie jedno-szarego Bravena, który był najmniejszy z miotu. Mile była największa, potem Silver, Rocket, Kiere i ostatni Braven. Bałam się trochę o niego. Zwykle spaliśmy pod jedną skórą, bo maluchy mogły się przegrzać-nie umiały jeszcze dbać o siebie. Soul nadal spał z nami, często dołączała się Mer. Bardzo chciała mi przy nic pomagać, latała wszędzie, gdzie ją poprosiłam, a kiedy szłam się napić, zawsze chętnie ich pilnowała. Po tygodniu zaczęły otwierać oczka i słyszeć. Lepiej też chodziły, mimo, że nadal dużo im brakowało do porządnego chodu, o biegu nie wspominając. Oczka najpierw otworzył Rocket, Mile była ostatnia. Po półtorej tygodnia od narodzin, chciałam zabrać je na chwilę na dwór.
-Soul?-zapytałam, kiedy przyniósł mi śniadanie.
-Tak?
-Myślisz, że mogłabym z nimi wyjść?
-Jasne. Chciałem ci to sam zaproponować.
-Ale. tylko na chwilę. Posiedzieć przed jaskinią.
<Soul?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz