Szłam sobie lasem, właściwie to byłam na polowaniu... Skradałam się, aby
nie było mnie słychać. Nagle, usłyszałam łamiące się gałęzie. To
zwierzę było na przeciwko mnie. Wychyliłam głowę z krzaków, i zobaczyłam
orła... no cóż... Ale zaraz zaraz. Dlaczego ten ptak nie leci? No
cóż... Skoczyłam na niego z za krzaków, i już o mało co go nie ugryzłam,
gdy zobaczyłam jego wielkie przerażenie. Zaraz po tym zobaczyłam że ma
złamane skrzydło... Nie potrafiłam... Wypuściłam ptaka, a on odbiegł
kawałek dalej i zaczął się mi przyglądać. Cóż... Poszłam dalej, ale
orzeł za mną... Gdziekolwiek bym nie szła, on szedł za mną!
-Co!? - Krzyknęłam do niego po chwili.
-... - Ptak nic nie odpowiedział... przecież on nie potrafi mówić... to
jest zwykły ptak! Ugh... Podeszłam do niego i pomogłam mu wejść do mnie
na ramię. On zrobił to bez oporu. Ruszyliśmy dalej [...]
- To ci powinno mój drogi pomóc. - Powiedziałam, zerwałam liść który
dobrze znałam i zrobiłam z niego bandaż na złamane skrzydło orła. W
końcu mogłam wykazać się moją umiejętnością zielarstwa. Substancje
zawarte w tym liściu powinny złagodzić ból, i spowodować zrastanie się
kości. Zabrałam ptaka do mojej jaskini. Szybko się rozgościł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz