niedziela, 8 lutego 2015

Od Gabrielle, cd. Soul

Jedną z najgorszych stron bycia matką, jest to, że maluchy budzą cię, kiedy tylko zechcą jeść. Bez żadnych skrupułów. Tak więc, mimo wszystko zauważyłam, jak Soul wychodzi z nory.
-Dzięki-szepnęłam i przysunęłam kawałek skóry między swoje łapy. Oczywiście szczeniaki, jak zwykle podczas moich posiłków, próbowały dorwać się do mojego jedzenia, ale niezbyt udawało im się je ugryźć. Bądź co bądź, ale trudno jest wyszarpnąć połać tłuszczu, kiedy nie ma się zębów. Po chwili więc zrezygnowały z tego, za to zaczęły atakować mój własny ogon, którym raczyłam parę razy uderzyć w ziemię. Za sobą słyszałam mnóstwo pisków zachwycenia, kiedy ,,to coś" zwane ogonem poruszało się w górę i w dół, budząc takie powszechne zainteresowanie i empatię. Zastanawiałam się, jak ja męczyłam swoją mamę. Pamiętam, że wspinałam się aż na jej głowę i chwytałam uszy. Na przemian rozmyślając, jedząc i machając ogonem nie zauważyłam, jak koło mnie stanęła reszta mojej rodziny.
<Soul, Mer?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz